środa, 26 lutego 2014

Rozdział 13


*Liam*

Jak codziennie tak i dzisiaj spędzałem czas w szpitalu u Eve, nie czułem, że tracę tutaj czas wręcz przeciwnie lubiłem tutaj przychodzić i opowiadać jej co się działo u mnie czy u chłopaków, nawet od niedawna zacząłem jej opowiadać o moim dzieciństwie, co prawda nie było one usłane różami, ale zdarzało się kilka ciekawych rzeczy. Od kiedy Eve poruszyła palcami minęły niecałe dwa dni, a nic więcej się nie stało, ale czułem, że dzisiaj wydarzy się coś dobrego. Chyba można to nazwać taką męską intuicją o ile takie coś istnieje, chociaż jeżeli jest kobieca intuicja to może być i męska. W każdym bądź razie czułem, że coś się stanie. Siedziałem tak jeszcze około 20 minut i poszedłem do szpitalnego baru zjeść coś, może nie ma tam za dużego wyboru, a jedzenie nie jest wyśmienite, ale nie chciałem odchodzić od Eve za daleko, a byłem już głodny. Starałem się jeść jak najszybciej, ale też nie aż tak aby się zadławić, skończyłem w rekordowym czasie i udałem się w drogę powrotną. Gdy wszedłem do pokoju doznałem szoku, Eve leżała na łóżku z lekko otwartymi oczami, a po chwili zaczęła szybko mrugać żeby przyzwyczaić się do światła. Na mojej twarzy zagościł wielki banan gdy tak stałem i wpatrywałem się w dziewczynę, byłem taki szczęśliwy, że miałem ochotę skakać ale nie będę się wygłupiał w szpitalu. Zamiast tego poszedłem do niej.

-Cześć Eve, nawet nie wiesz jak się cieszę, że wreszcie się obudziłaś.

-Liam. - powiedziała tylko mocno zachrypniętym głosem.

-Nie, nic nie mów, poczekaj ja idę po lekarza. Wyszedłem z pokoju i zaczepiłem lekarza, który właśnie szedł przez korytarz.

-Panie doktorze niech pan tu przyjdzie, Eve się obudziła.

Lekarz wszedł do sali razem z dwoma pielęgniarkami i zaczął pytać jak się czuje, czy nic ją nie boli i takie różne standardowe rzeczy, powiedział, że niedługo przyjdą po nią aby zabrać ją na badania i wyszedł. Pielęgniarki posprawdzały jeszcze jakieś kabelki i zrobiły to samo, a ja stałem jak ten matoł i wlepiałem w nią moje oczy, była taką piękna.

-Będziesz tak stał w tym kącie czy tu podejdziesz i usiądziesz koło mnie?

-Emm co? A tak przepraszam. Więc jak się czujesz?

-Jakby mnie ktoś przejechał walcem. Nie mam siły nawet ruszyć palcem. No i nawet zaczęłam rymować. - uśmiechnęła się lekko.

-To nie za dobrze, ale cieszę się, że wreszcie się obudziłaś. Wiesz może ja zadzwonię do twoich przyjaciółek powinny wiedzieć.

-Tak, tak zadzwoń.

Wybrałem numer do Agathy i przyłożyłem telefon do ucha. Miałem wrażenie, że siedziała przy telefonie bo odebrała już po pierwszym sygnale.


-Halo?

-Cześć Agatha mam dla ciebie, a właściwie dla was świetną wiadomość.

-No to mów.

-Przyjeżdżajcie do szpitala, Eve się obudziła.

-O matko serio to cudownie, biorę tylko jabłko i jedziemy.

-Zostaw to jabłko, banana se zjedz. - usłyszałem w tle głos Camss na co się zaśmiałem.

-Ta daj żyć, lepiej rusz tą swoją tłustą dupę i jedziemy do szpitala. A Liam będziemy za jakieś 20 minut.

-No ok to cześć.

-Pa.


Rozłączyłem się i skierowałem w stronę Eve.

-Będą za 20 minut.

-O to świetnie, a z czego tak się śmiałeś?

-Camilla zabroniła jeść jabłko Gathi i zamiast tego kazała jej zjeść banana.

-A no tak ona czasem ma jakieś dziwne odchyły z tymi jabłkami i nie tylko z tym na przykład zanim wyjdzie z domu musi dwa razy sprawdzić czy gaz w kuchence jest wyłączony, a swoje auto kocha tak bardzo, że nawet nazwała go Tutuś, a tak szczerze to nawet nie wiem skąd wzięła się jej ta głupia nazwa i chyba nawet wolę nie wiedzieć.

-No tak, nie znałem nikogo kto nazwał jakoś swój samochód, ona jest pierwsza, ale chyba każdy ma jakieś takie swoje głupie przyzwyczajenia.

-Tak, ale moje przyjaciółki to przechodzą wszelkie granice. A tak poza tym to chciałam ci podziękować.

-Ale za co, przecież nic takiego nie zrobiłem.

-No jak to nic? Nie gadaj głupot przecież przychodziłeś tutaj codziennie opowiadałeś co się działo u ciebie, może i spałam, ale słyszałam wszystko, no oczywiście nie wszystko pamiętam, ale kilka rzeczy. - uśmiechnęła się, a ja znowu odpłynąłem. -Halo ziemia do Liam'a.

-Co? Oh, przepraszam zamyśliłem się.

Gadaliśmy jeszcze chwilę dosłownie o wszystkim, Eve jest cudowną dziewczyną. Tematy nam się nie kończyły, ale wreszcie przyszły Agatha, Kate i Camilla i nam przerwały.

-Cześć Liam, cześć kochanie tak się cieszę, wszystkie się cieszymy. - powiedziała Agatha i wszystkie rzuciły się na Eve, myślałem, że ją zmiażdżą.

-No dobra już dobra, a gdzie jest Ann?

-Ona od 2 dni nie wychodzi z pokoju, gdy zapytałam czy jedzie z nami to nawet nie odpowiedziała, ale ona też się o ciebie bardzo martwiła, ostatnio tylko ma jakieś gorsze dni chyba.

-Mam nadzieję, że nic jej nie jest.

Nim się obejrzeliśmy minęły 3 godziny, ale w końcu 4 osoby musiały opowiedzieć co się u nich działo przez ostatnie tygodnie, niestety wreszcie musieliśmy opuścić szpital ponieważ godziny odwiedzin się skończyły. Pożegnałem się z dziewczynami i wyszedłem z budynku pierwszy raz w tak dobrym humorze, nareszcie wszystko się dobrze układało, a przynajmniej tak mi się wydawało. Gdy podjeżdżałem pod dom zobaczyłem nieznane mi auto. Wjechałem na podjazd i gdy wysiadłem z auta na ganku zobaczyłem właściciela owego samochodu, wiedziałem już, że nie będzie mi dane spędzić tego wieczoru w spokoju.

-Co tu robisz Nick, przecież dostałeś już kasę. - powiedziałem podchodząc do drzwi, otworzyłem je, wszedłem i wpuściłem tego idiotę, nie chciałem wszczynać ewentualnej bójki przed sąsiadami.

-Ciebie też miło widzieć Liam. Masz rację dostałem, ale to wystarczyło jedynie na podstawowe wydatki, więc przyszedłem po więcej.

-Widzisz rozczaruje cię, nie dostaniesz ani funta więcej. - nie miałem zamiaru więcej płacić temu debilowi, chociaż wiedziałem, że stąpam po kruchym lodzie.

-Oj bo się pogniewamy Liaś.

-PfF, ale się przejąłem. Możesz mnie pocałować w szanowny tyłek. - wiedziałem, że tym jeszcze bardziej pogarszam swoją sytuację, ale miałem za dobry humor by się tym przejmować. Za to Nick się przejął bo złapał za końce mojej koszulki i przyparł do ściany.

-Radzę ci bardziej uważać na to co mówisz kutasie. Mógłbym ci teraz pokiereszować tą piękną buźkę, ale twoi porąbani rodzice mogliby zacząć zadawać pytania, a ja potrzebuję ich kasy. Odwiedzę cię jutro. Tym razem oczekuje podwójnej stawki.

-Pieprz się palancie.

-No najchętniej z Eve. - powiedział, a ja nie wytrzymałem i walnąłem go w brzuch, a później kopnąłem i gdy zaczął zawijać się z bólu, złapałem za kurtkę i wywlokłem za drzwi. Nick potknął się o własne nogi i wywalił na ryj.

-Jeszcze tego pożałujesz skurwielu. - krzyknął gdy pozbierał się z ziemi i poszedł przed siebie.



*Annette*

Od kilku dni większość czasu poświęcałam na wymyślaniu planu idealnego, oczywiście w sprawie Perrie i tego jak pozbyć się jej z życia Zayn'a. Miałam już wiele pomysłów, ale żaden nie wydawał się tym właściwym. Przyznam, ze przez myśl przeszło mi nawet zabicie jej, ale odgoniłam od siebie tę myśl, w końcu nie jestem psychiczna, chociaż chyba zaczynam już powoli tracić zmysły, czasami czuję, że jestem na skraju zdrowego rozsądku i zaczynam świrować, wszystko mnie przytłacza i przerasta, ale jak już mówiłam nie jestem psychiczna, chyba. No, ale ta sprawa jest teraz najmniej ważna, wróćmy do Perrie. Muszę coś zrobić, nie mogę tak bezczynnie siedzieć i zadręczać się myślami iż być może w tym momencie jedno wpycha drugiemu język do gardła, chociaż właściwie to też nie jest takie złe w końcu Zayn może jej za daleko zapchać ten język o ile to w ogóle możliwe, nie jestem do końca pewna bo z biologii to ja za dobra nie jestem no i może się udusić. "No wmawiaj sobie, ze wcale nie jesteś psychiczna." Odezwało się moje drugie ja. "No bo nie jestem i się zamknij lepiej." Może się to wydawać dziwne, że tak jakby gadam sama ze sobą, ale czasem tak mam jak chyba każdy. O i znowu odbiegłam od tematu. Więc kiedy tak siedziałam to stwierdziłam, że muszę mieć na tą sukę jakiegoś haka, przypomniałam sobie jak Zayn śledził chłopaka swojej siostry i ja zrobię to samo z Perrie tylko, że ja się dobrze przygotuję, już nawet pożyczyłam aparat od Kate, która czasem lubi sfotografować to czy tamto, ale mniejsza o to. Zrobię parę ładnych fotek, może je troszkę poprzerabiam i zaniosę Zayn'owi, powiem jak to mi przykro, później będę go pocieszać aż wreszcie dostrzeże, że był nie z tą panną co trzeba. Muszę także poszperać trochę w necie i znaleźć zdjęcia jakichś jej braci jeżeli ma, kuzynów i różnych takich żeby nie popełnić największego błędu i nie polecieć ze zdjęciem na którym rzekomo zdradza Zayn'a z własnym bratem bo chociaż i takie rzeczy się zdarzają to raczej w to nie uwierzy. Jeszcze tylko muszę znaleźć jakiś dobry program do obróbki zdjęć. W necie znalazłam też kilka poradników dla początkujących detektywów i wypożyczyłam parę w bibliotece, a nawet dwa już przeczytałam i dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, a jak uda mi się z Perrie to może pomyślę nad zawodowstwem, ponoć ta praca jest dobrze płatna, ale na razie muszę rozwiązać tą sprawę i to jak najszybciej bo inaczej zeświruję. Gdy byłam ostatnio u Zayn'a dowiedziałam się, że ta zdzira pracuje w Milk Shake City i stamtąd postanowiłam rozpocząć moje obserwacje, wczoraj byłam tam i z łatwością wyciągnęłam od jakiegoś przygłupa zza kasy, informacje, że Perrie kończy dziś zmianę o 15, jest 13 więc mam jeszcze trochę czasu, ale lepiej żebym tam była szybciej niż gdybym się miała spóźnić o co w moim wykonaniu nie jest trudno. Jeszcze tylko muszę pożyczyć auto od Camss co nie będzie łatwe bo kocha je jakby to było jej dziecko, a ja swojego jeszcze nie mam pomimo tego, że od miesiąca mam prawko. Ubrałam się i poszłam do Camilli. Zapukałam do drzwi i weszłam.

-Hej kochana, mogę na chwilę?

-No pewnie, chodź. - powiedziała, a ja już wiedziałam, że coś jest nie tak, normalnie rzuciła by jakiś chamski tekst jak to ma w zwyczaju do mojej osoby, ale powiedziała po prostu żebym weszła. Zastanawiałam się czy zapytać o co chodzi, bo w końcu ostatnio w ogóle nie obchodziły mnie moje przyjaciółki, myślałam tylko o Zayn'ie, postanowiłam zapytać.

-Emm czy coś się stało?

-Nie wszytko jest w porządku jestem tylko zmęczona. - mhm już jej wierzę, ale mogłam się domyślić, że nic mi nie powie tylko będzie udawać twardą i, że nic się nie stało.

-Aha no ok.

-Przyszłaś po coś konkretnego?

-A tak, tak chciałam pożyczyć twoje auto. Obiecuje, że wróci cały i..

-Weź go, tu masz kluczyki.

-... zdrowy, że co? Pozwalasz mi tak o wziąć Tutusia. - tak nazwała swój samochód, zapewne tak mądrą nazwę podłapała od Gathi.

-Tak pozwalam. - ona naprawdę chyba jest chora czy coś.

-Ale przecież to twoje kochane autko. Na pewno wszystko w porządku?

-Nie, ale to nie ważne, idź już i nie martw się o mnie, poradzę sobie jak zawsze.

-Jesteś pewna?

-Tak, a teraz już idź.

-No dobra. - powiedziałam i wyszłam tak jak prosiła. Wiem, że to moja przyjaciółka i powinnam była ją pocieszać, ale też ją dobrze znam i wiem, że jak będzie chciała to przyjdzie i wszystko nam powie, a teraz trzeba ją zostawić samą bo jeszcze się wkurzy i mi się dostanie, a niczego się nie dowiem. Zeszłam na dół gdzie spotkałam Agathę z kanapką w ustach, która próbowała w tym samym czasie założyć buta i pisać SMS.

-Siemka. - powiedziałam na co ta chciała odpowiedzieć, ale przez kanapkę wyszedł jej tylko jakiś bełkot. Słysząc to wyjęła chleb z ust.

-No cześć, cześć przepraszam, ale się spieszę już jestem spóźniona.

-Tańce?

-Taa teraz czas tak szybko leci, że nawet nie zauważyłam, że to już czwartek. Dobra spadam pa.- pocałowała mnie w policzek i wyszła.

Miałam iść coś zjeść, ale stwierdziłam, że nie jestem aż tak głodna i nie warto tracić czasu, ubrałam tylko buty, sprawdziłam czy spakowałam do torebki aparat, wzięłam kluczyki i wyszłam. Wsiadłam do auta przestawiłam wszystkie lusterka i siedzenie tak aby było mi wygodnie również przez to Camss nie chce pożyczać auta bo jak twierdzi później musi wszystko przestawiać i się spóźnia, a przecież może ruszyć dupę z łóżka trochę szybciej i zrobić wszystko na spokojnie, ale mniejsza o to. Odpaliłam auto i ruszyłam przed siebie lecz moja spokojna podróż nie trwała zbyt długo bo oczywiście musiałam trafić na korki i tak straciłam calutką godzinę, ale właśnie po to wyjechałam trochę szybciej i na miejscu byłam dokładnie o 14.43. Czekałam na nią ponad 20 minut, ale w tym czasie przygotowałam aparat, notes, długopis i dyktafon, no właśnie zapomniałam wspomnieć, że takowy też nabyłam, w poradnikach pisało żeby rejestrować na nim wszystko co się dzieje tak też postanowiłam robić. Wreszcie zobaczyłam tą sukę w drzwiach.

"Godzina 15.05 obiekt wychodzi z miejsca pracy i kieruje się do auta." powiedziałam do dyktafonu. Gdy wreszcie odjechała ruszyłam za nią. Starałam się być jak najbardziej niezauważoną. Po kilku minutach jazdy stanęła na parkingu przed cukiernią wtedy wzięłam aparat z zamiarem zrobienia kilku fotek co jednak okazało się nie takie proste, miałam problem nawet z uruchomieniem tego cholerstwa, ale wreszcie się udało niestety zajęło to więcej czasu niż myślałam i Perrie wyjeżdżała już z parkingu na szczęście nie działo się nic ciekawego. Później jeździłyśmy jeszcze trochę w kółko po mieście wyglądało to trochę jakby się zgubiła, ale wreszcie stanęła na parkingu przy parku, ja stanęłam kilka miejsc wcześniej. Perrie wysiadła z auta i na chwilę straciłam ją z oczu, ale zaraz zobaczyłam, że kieruje się w stronę mojego auta więc szybko się schowałam. Po chwili usłyszałam jak drzwi się otwierają i jej głos.

-Wyłaź kurwa z tego auta.

-O cześć Perrie co tu robisz? - postanowiłam grać idiotkę i wysiadłam z auta.

-Weź mnie nawet nie rozśmieszaj myślisz, że cię kurwa nie widziałam? Zdziwisz się bo widziałam, a nawet od jakichś 20 minut próbuje cię zgubić, ale się nie dało. Co ty się w jakiegoś pierdolonego detektywa bawisz czy co? I po co mnie śledzisz?

-Ale ja wcale cię nie śledzę tylko tak sobie jeżdżę. Nie można? - jeszcze nigdy nie widziałam tak wkurwionej osoby jak ona w tym momencie.

-Ty sobie chyba jaja robisz.

-Nie robię sobie jaj no przecież jakbym mogła z takiej księżniczki żartować.

-Zabije cię suko. - zwinęła rękę w pięść i przywaliła mi w nos nie byłam jej dłużna i oddałam, a już po chwili obie leżałyśmy na ziemi i biłyśmy gdzie popadnie. Kilku ludzi próbowało nas rozdzielić, ale tym razem nikomu się nie udało, no może poza policją, którą ktoś musiał wezwać. Może gdybyśmy przestały się rzucać i poszły obie w inną stronę to by nas puścili, ale zaczęłyśmy się wyrywać i ich kopać więc zakuli nas jak ostatnich bandytów i zaprowadzili do radiowozu.

-Pojedziecie panie z nami i złożycie wyjaśnienia. -powiedział jeden z policjantów.

-Ja nigdzie nie jadę, wypuśćcie mnie ja nic nie zrobiłam to ta wariatka mnie śledziła.

-Zamknij się szmato jesteś żałosna.

-Nie mów tak do mnie i lepiej sama się zamknij.

-Niech się panie obie zamkną.

Miałam wrażenie, że jedziemy całą wieczność, z Perrie nie odezwałyśmy się już ani słowem żeby nie narobić sobie więcej biedy, ta sytuacja i tak już była żenująca i kompromitująca, nigdy nie myślałam, że zostanę zakuta i wywieziona na komisariat, a tu proszę taka niespodzianka. Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce policjanci pomogli nam wyjść z radiowozu, a właściwie z niego wytargali i zaprowadzili do budynku, a później do jakiegoś pokoju gdzie dopiero nas rozkuli i kazali usiąść.

-No więc proszę mówić co tam się stało.

No i zaczęłyśmy mówić, a raczej się wydzierać oczywiście obie w tym samym czasie tak, że nie można było nic zrozumieć aż wreszcie znowu zaczęłyśmy się kłócić.

-Spokój. - krzyknął największy facet taki na którego widok masz ciarki, więc się przymknęłyśmy. - Siadać. Ty mówisz. - pokazał na Perrie i ta zaczęła swoje wywody jak to ją śledziłam i tak dalej, oczywiście była to prawda, ale przecież się nie przyznam.

-Nie prawda ona kłamie.

-Ja kłamie? Ja? O nie kochana to ty kłamiesz i jesteś jakaś szurnięta. Psycholog by ci się przydał. - powiedziała, a policjant znowu zaczął nas uspokajać.

-Nie mam czasu na takie pierdoły, muszę zająć się ważniejszymi sprawami więc was wypuszczę, ale lepiej będzie jeżeli zadzwonią panie po kogoś aby po was przyjechał, żebyście się po drodze nie pozabijały.

Nie bardzo wiedziałam do kogo mam zadzwonić, Gathi jest na zajęciach więc nawet nie odbierze, a do Camss nie zadzwonię bo przecież zostawiłam jej ukochane auto na jakimś parkingu, zostaje więc tylko Kate.


*Camilla*

Harry dobijał się do mnie cały czas, ten debil nie rozumiał, że potrzebuje czasu szczególnie, że nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nigdy nikogo na prawdę nie kochałam, a jego chyba tak. Oczywiście przed dziewczynami udaję, że nic mi nie jest i gram twardą zawsze tak jest, nigdy nie płaczę nawet gdy jest naprawdę ciężko, ale teraz mam ochotę usiąść i rozpłakać się jak małe dziecko, oczywiście tego nie zrobię, jestem na to za dumna i nie dam się złamać jakiemuś kretynowi nawet takiemu słodkiemu i kochanemu jak Harry. Przez tego idiotę nawet pożyczyłam mojego kochanego Tutusia Annette, a nigdy tego nie robię bo jeszcze go rozbije, pobrudzi czy zostawi Bóg wie gdzie, a później o nim zapomni. O tym, że zerwaliśmy powiedziałam tylko Kate i Gathi bo Ann przez ostatnie dni była w swoim własnym świecie i nawet by nie ogarnęła o czym mówię, ale i tak nie powiedziałam im dlaczego zerwaliśmy, wiedzą tylko to, że już nie jesteśmy razem. Usłyszałam dzwonek do drzwi i wychyliłam się tylko przez próg mojego pokoju aby zobaczyć kto nas odwiedził, miałam nadzieję, że Kate otworzy i się nie przeliczyłam.

-Cześć Kate ja do Camilli. - usłyszałam i już wiedziałam, że to Harry wszędzie poznam ten głos, ale nie chciałam go widzieć.

-Domyślam się, ale niestety nie ma jej. - uff na szczęście go nie wpuściła.

-Przecież wiem, że jest proszę wpuść mnie chce z nią tylko pogadać.

-Ale na prawdę jej nie ma widzisz zabrała auto. Czy ty myślisz, że jeżeli zerwaliście to ona będzie siedzieć i rozpaczać za tobą. Przykro mi nie ten typ, a teraz żegnam. - zamknęła mu drzwi przed nosem. Szybko pobiegłam do okna aby zobaczyć co zrobi. Zdziwiłam się kiedy nie skierował się w stronę samochodu tylko do mojego okna.Stanął pod nim i zaczął się drzeć.

-Camilla proszę pogadaj ze mną, nie zostawiaj mnie tak. Kochanie wiem, że tam jesteś proszę cię. Miał taki smutny głos, a ja nie chciałam żeby się smucił, ale też nie chciałam mu tak szybko wszystkiego wybaczyć. Jednak postanowiłam wyjrzeć przez okno. Otworzyłam je i się wychyliłam.

-Nie drzyj tak mordy i spieprzaj stąd. - będę nieugięta.

-No a jednak jesteś w domu.Kłamczucha z tej Kate.

-Dla ciebie mnie nie ma i nie mów tak o mojej przyjaciółce palancie. - kiedy tak na niego patrzyłam miałam ochotę rzucić mu się na szyję wyglądał tak słodko i niewinne, ale niestety nie był niewinny za to słodkości mu nie brakowało.

-No dobrze przepraszam, ale proszę cię wróć do mnie.

-Niby dlaczego miałabym to zrobić, zraniłeś mnie. Podaj chociaż jeden konkretny i prawdziwy powód dla którego miałabym do ciebie wrócić.

-No bo ja cię kocham. - teraz stałam i patrzyłam się na niego jak wryta, nie spodziewałam się, że powie mi takie coś teraz moje serce już całkiem zmiękło, ale i tak nie mogłam tak szybko odpuścić więc powiedziałam żeby spieprzał i zamknęłam okno. Byłam zła i szczęśliwa jednocześnie,a przecież to takie sprzeczne uczucia, czuję się strasznie zmieszana jestem szczęśliwa bo chłopak którego kocham właśnie wyznał mi miłość, a zła za to że mu nie wybaczyłam, za to że nie przytuliłam go i nie powiedziałam tego samego sama już nie wiem. Jeszcze raz popatrzyłam przez okno, ale już go nie było, a mnie zrobiło się przykro. Walczyłam sama ze sobą już chciałam wziąć telefon i do niego zadzwonić kiedy do mojego pokoju wparowała Kate.

-Zbieraj się jedziemy na policję.

-Że co jak to na policję?

-Ann dzwoniła i powiedziała żebyśmy po nią przyjechały bo inaczej jej nie wypuszczą.

-Kurwa w co ona się znowu wpakowała? Mam tylko nadzieję, że moje kochane autko jest całe i zdrowe.

-Naprawdę? Co jest z tobą nie tak? Twoja przyjaciółka siedzi na komisariacie,a ty martwisz się o auto?

-Nie jest w szpitalu i chcą ja wypuścić więc na pewno nic wielkiego się nie stało, a co z moim ukochanym Tutusiem to nie wiem.

-Ehh no dobra chodźmy już. Chyba musimy pojechać autobusem.

-No i tak to się kończy jak komuś pożyczasz auto.

-No dobra skończ już jęczeć i chodź.

Poszłyśmy na przystanek, okazało się, że musimy czekać na autobus 20 minut, a do tego nie jechał on dokładnie koło komisariatu więc musimy wysiąść dwie ulice wcześniej a resztę przejść na nogach, ale czego się nie robi dla przyjaciół no i ukochanego autka. Przez całą drogę zastanawiałam się co takiego zrobiła Annette, ale mam nadzieję, że to rzeczywiście nic takiego bo mamy już wystarczająco dużo na głowie.

Gdy weszłyśmy do budynku panował tam leki gwar, ale szybko zobaczyłam Ann, która siedziała jak ciołek i bawiła się telefonem.

-Camilla? Kate? A co wy tu robicie? - obie odwróciłyśmy się słysząc nasze imiona.

-Zayn? - zdziwiłam się widząc go tu, czyżby Ann zadzwoniła i po niego, ale właściwie po co? - My przyjechałyśmy po Annette a ty?

-No to już wszystko rozumiem.

-To znaczy co?

-Ja tu przyjechałem po moją dziewczynę Perrie, pewnie znowu się biły czy coś takiego.

-Że co?! Jak to znowu? - powiedziała zdenerwowana Kate.

-Widzę, że Ann wam się nie przyznała. Ostatnio spotkały się w jakiejś kawiarni i się pobiły, ale tak właściwie to nawet nie bardzo wiem o co.

-O Boże, chodźmy do nich. Gdy podeszliśmy do nich żadna nawet na nas nie spojrzała pewnie było im wstyd i wcale się nie dziwię. Ann miała podbite oko i rozwaloną wargę, a ta Perrie rozcięty łuk brwiowy, obie miały potargane i trochę podarte ciuchy jednak patrząc na obie z łatwością można było stwierdzić, że to Perrie wygrała ponieważ była mniej poturbowana niż Annette.

-Co wy obie sobie myślałyście co? Kiedy zrozumiecie, że wasze zachowanie jest dziecinne i co najmniej chore? - powiedział Zayn.

-Ale to ona zaczęła. - powiedziała Perrie.

-Cicho być. Nie chce tu wysłuchiwać kto kogo pierwszy popchnął, szturchnął czy co tam jeszcze. Wiecie co chyba powinni was tu zamknąć na 24 to może byście trochę zmądrzały, bo inaczej to się chyba z wami nie da. Ja nie rozumiem jak dwie dorosłe kobiety mogą kurwa na środku chodnika się zacząć bić.

Zayn był konkretnie wkurwiony zresztą nie dziwię mu się bo ma racje obie zachowują się jak pięcio letnie dzieci kłócące się o zabawkę tylko tym razem jak się domyślam poszło o faceta, bo niby po co Annette miałaby się czepiać jakiejś Perrie, gdyby nie była dziewczyną Zayn'a.

-Dobra, Perrie wstawaj idziemy. Cześć dziewczyny.

-Cześć. - odpowiedziałyśmy chórkiem.

-No to teraz czas na mnie. - powiedziałam - Ja nie będę ci robić wywodów i takich tam, przynajmniej nie tutaj więc się nie martw nie ominie cię to, ale jak na razie chce tylko wiedzieć gdzie jest moje ukochane autko.

-No i właśnie dlatego nie zadzwoniłam do ciebie tylko do Kate. Emm no tak, więc twoje auto stoi na parkingu koło jakiegoś parku i problem w tym, że tak skupiłam się na tej suce, to znaczy Perrie, że nawet nie zdążyłam się dowiedzieć co to za park i nie mogę dokładnie stwierdzić gdzie znajduje się twoje auto. - już miałam coś powiedzieć, ale ta mnie wyprzedziła. - Ale zanim zaczniesz się na mnie wydzierać to pamiętaj, że po pierwsze to wina tej suki, a po drugie jesteśmy na posterunku policji. - no i się wkurzyłam.

-No przecież ja cię zabije za tą twoja głupotę i każdy sąd mnie uniewinni. Jak do chuja mogłaś zapomnieć koło jakiego parku go zostawiłaś, przecież w Londynie parków jest od cholery, a znając ciebie to trafiłaś na park na jakimś zadupiu.

-Proszę się uspokoić. - powiedziała jakaś policjantka.

-Jak mogę się uspokoić kiedy mój kochany samochodzik stoi na jakimś pierdolonym parkingu, a ja nawet nie wiem na którym. - zaczęłam się do niej drzeć, wiem że to policjantka, ale już nie wytrzymałam i musiałam się na kimś wyżyć niestety trafiło na nią, ale miałam to gdzieś, za dużo sprzecznych uczuć się we mnie kumulowało i nie mówię tu tylko o aucie.

-Przepraszam za koleżankę my już wychodzimy, do widzenia. Chodźcie. - Kate złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę drzwi, Annette podążyła w ślad za nami.

-Co jest z wami? Ty wszczynasz bójki w parku, a ty drzesz się na policjantkę ogarnijcie się trochę. Jedziemy do domu.

-Nie, nie, nie najpierw Annette łaskawie poszuka mojego auta i nie obchodzi mnie czy będzie jeździć po całym mieście czy może sobie przypomni co to za park był, ma go znaleźć.

Przez 3 godziny chodziłyśmy i jeździłyśmy po mieście, nogi już mi właziły nie powiem gdzie, ale wreszcie Annette przypomniała sobie mniej więcej gdzie był ten park i znalazłyśmy moje auto całe i zdrowe. Przysięgam, że nigdy więcej nie pożyczę go nikomu. Miałam już wsiadać kiedy na siedzeniu zobaczyłam dyktafon i aparat Kate co mnie dość zdziwiło.

-Ann co tu robi aparat i dyktafon?

-Emm no leży, a co ma robić. - jak zwykle udaje, że nie wie o co mi chodzi co mnie zawsze okropnie irytuje, nie lubię gdy ludzie tak sobie ze mną pogrywają mam wtedy ochotę przywalić tej osobie w twarz.

-Nie udawaj idiotki, po co ci ten dyktafon i aparat tylko szczerze, wiesz że i tak bardziej wściekła być nie mogę.

-No bo ja śledziłam Perrie, może jedźmy już do domu bo jestem zmęczona. - powiedziała to tak szybko, że ledwo ją zrozumiałam i musiałam przez chwilę przeanalizować jej słowa, ale szybko dotarło do mnie co powiedziała i zrobiła.

-Jak to ją śledziłaś? Co ty w ogóle sobie wyobrażałaś? - dałam jej chwilę na odpowiedź, ale ta nawet nie drgnęła ani nie wypowiedziała jednego słowa - No co? Teraz milczysz? Dziewczyno czy ty się czasem zastanawiasz co robisz, czy po prostu realizujesz wszystkie swoje bezmyślne plany? Co wymyślisz następnym razem co? Może będziemy musiały cię odwiedzać za kratami bo przyjdzie ci do głowy kolejny debilny pomysł co?

-Camss uspokój się przecież wiesz jaka ona jest. Najpierw zrobi później pomyśli. - powiedziała Kate i położyła mi rękę na ramieniu, chciała nie uspokoić, ale jej się nie udało bo ja rozkręcałam się coraz bardziej.

-No właśnie wiem jaka jest głupia i bezmyślna, a kiedyś przez te swoje pomysły jeszcze nas wpakuje w jakieś kłopoty.

-Skończyłaś już? - zapytała Ann na co tylko warknęłam ciche tak 

- No to bardzo dobrze bo teraz ja mam tobie coś do powiedzenia. Mam cię już cholernie dość. Myślisz kurwa, że cały świat się kręci tylko wkoło twojego pierdolonego nosa? Wyobraź sobie, że kurwa nie. Jesteś zimną, popierdoloną suką bez uczuć. Zawsze miałaś wszystko podane pod nos, nie miałaś żadnych problemów, faceci lecieli do ciebie jak muchy z początku ci tego zazdrościłam, ale nie mogłam patrzeć jak każdego olewasz, a oni i tak wracają . Kurcze zawsze patrzyłaś tylko na siebie nie obchodzili cię inni i jak widać dalej nie obchodzą bo potrafisz drzeć na mnie tylko tą mordę. Nie widziałaś moich problemów, albo nie chciałaś ich widzieć. - Ann coraz bardziej się nakręcała, a ja czułam się coraz gorzej nigdy nie sądziłam, że tak o mnie myśli, emocje które zawsze tak mocno starałam się ukryć prawie ze mnie wyszły, nie brakowało dużo abym się rozpłakała a Annette jeszcze nie skończyła. - Zobaczysz kiedyś zostaniesz całkiem sama bez nikogo i wtedy zobaczysz jak to jest być samotnym. Nawet ten twój Harry cię zostawi gdy otworzą mu się oczy i zobaczy jaka jesteś naprawdę. Skończyłam, żegnam.

Annette odwróciła się i poszła przed siebie, a ja się rozpłakałam po raz pierwszy od kiedy sięgam pamięcią, wsiadłam do auta i oparłam się o kierownicę bo nie byłabym w stanie dłużej stać, a Kate nadal tkwiła w tej samej pozycji z szokiem i zdziwieniem wymalowanym na twarzy.



*Zayn*

Gdy wyszliśmy z posterunku byłem nieźle wkurzony, Perrie jest farbowaną blondynką, a czasami zachowuje się jakby była naturalną, ale oczywiście i tak ją kocham nawet jeżeli czasem jej nie pojmuję. Nie odzywałem się jednak przez całą drogę tak jak i ona. Postanowiłem odwieźć ją do domu, a sam pojechać do Niall'a. Pod domem, Perrie zapytała czy wejdę, ale odmówiłem i o dziwo przeprosiła mnie za tą całą sytuację, oczywiście jej wybaczyłem, w końcu to moja dziewczyna, ale nie wszedłem do środka. Pożegnałem się z nią czule i pojechałem w stronę domu Niall'a, chciałem z nim pogadać.

Gdy dojechałem i poszedłem do drzwi miałem zamiar zapukać, ale usłyszałem śmiechy ze środka i wszedłem bez pukania. Nie fatygowałem się nawet żeby zdjąć buty tylko od razu skierowałem się do salonu skąd dochodziły głosy. Okazało się, że są tam Niall, Louis, harry i Liam. Nie powiem poczułem się trochę urażony, że nie powiedzieli mi nic, że się spotykają w końcu też należałem do paczki.

-A.co tu się dzieje? - zapytałem.

-Ooo, no i nasz Malik się zjawił. Też masz jakąś sprawę do obgadania? - spytał Niall.

-Jakbyś zgadł.

-No widzisz, wszyscy tu się zjawiali po kolei z jakąś sprawą brakowało tylko ciebie, ale ja nie wiem co ja matka Teresa z Kalkuty, że mam wam wszystkim pomóc?

-No jak wolisz, możesz być i matką Teresą.

-Więc z jakim problemem do nad przyszedłeś? - spytał Louis.

-Właśnie wracam z komisariatu. - ich miny były bezcenne ledwo powstrzymałem się aby nie wybuchnąć śmiechem. - Nie patrzcie tak, to nie mnie zgarnęli tylko Perrie i Annette. Nie uwierzycie co te wariatki zrobiły. Właściwie jak teraz o tym myślę to musiało to wyglądać komicznie. Mianowicie pobiły się na środku chodnika, nie wiem o co dokładnie poszło, ale one chyba nie są do końca normalne.

-No to nieźle pojechały i jak rozumiem ktoś wezwał policję? - zapytał Harry.

-No pewnie, to była jakaś bogata dzielnica więc wiesz ludzie jeszcze bardziej wyczuleni. Zobaczyli, że coś się dzieje i zadzwonili.

-No, dobra co jak co, ale tak na sucho to chyba gadać nie będziemy, a tu jeszcze Liam z taką dobrą wiadomością przybył to trzeba opić. - powiedział Niall i wyciągnął dwie flaszki i kieliszki.

-Jaką dobrą wiadomością?

-Eve się obudziła i od wczoraj nasz Liaś nic tylko cieszy ryjca. No patrzcie tylko na niego ja się jedynie dziwię, że jeszcze jakiegoś skurczu nie dostał czy coś takiego.

-Ha ha ha bardzo zabawne po prostu się cieszę, że moja przyjaciółka wreszcie obudziła się ze śpiączki. W pewnym momencie bałem się, że całkiem ją stracimy więc moja radość jest chyba uzasadniona.

-Tak przyjaciółka, jak mówisz o przyjaciółce to nie robisz takich maślanych oczu i nie siedzisz u niej codziennie po kilka godzin. - powiedział jak zwykle wszystko wiedzący Louis.

-No dobra, dobra lepiej mówcie co tam u was?

-U mnie na ten przykład wszystko układa się świetnie, przyszedłem tutaj tylko w roli osoby towarzyszącej, bo im więcej nas tym lepiej. - powiedział Lou.

-No, a ty Harry?

-Ja? Ja to mam przesrane. Znowu pokłóciłem się z Camillą, a w dodatku potłukła całą zastawę po prababci, nawet się nie przyznałem matce bo przecież by mnie zabiła.

-Nie martw się na pewno wszystko będzie dobrze. Kurwa gadam jak ckliwa ciota. - odezwał się Louis.

-Stary ty jesteś ckliwą ciotą. - powiedziałem i Lou rzucił się na mnie i zaczęliśmy się wyzywać. Później było jeszcze kilka takich sytuacji, ciągle się śmialiśmy, po 23 już wszyscy byliśmy zalani w trupa, a nasze rozmowy bardziej przypominały pijacki bełkot. Pierwszy zasnął Niall, a my oczywiście popisaliśmy mu całą twarz, później to samo stało się z Liam'em i Harry'm, a i wreszcie ja odpłynąłem i na pewno też zostałem ozdobiony.


_____________________________________________________________________________


Jak podoba wam się rozdział?
Ulubiona postać, moment?
Komentujcie ♥


Prosimy, aby każdy kto czyta skomentował ten rozdział, 
chcemy wiedzieć ile was jest.

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 12

*Agatha*

Czasami w naszym życiu są takie dni w których wspominamy co dotychczas się nam przydarzyło. Dzisiaj nastał ten dzień. Leżałam w moim ciepłym łóżku i mimowolnie się uśmiechałam przypominając sobie fragmenty z mojego życia. Nie mogę opisać słowami swojej radości z powodu że poznałam Niall'a. Nie jedna osoba mi go pewnie zazdrości. Jest przystojny, opiekuńczy i co najważniejsze ma dobre serce. Nie dawno wybraliśmy się do schroniska ze zwierzętami by zaopiekować się nimi i pomóc w sprawach finansowych zakładu. Mój chłopak bardzo lubi zwierzęta jednak nigdy żadnego nie miał więc postanowiłam że zrobię mu prezent i przy najbliższej okazji zaadoptuje mu psa. Tak, myślę że to będzie dobry pomysł. Najważniejszą rzeczą którą chcę widzieć jest jego uśmiech i to ja chcę sprawiać by się uśmiechał. Tak bardzo go kocham, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. Wiem, że nikomu nie pozwoli mnie skrzywdzić i ja nie dopuszczę by jemu stała się jakakolwiek krzywda. Zadzwonię po niego i pojedziemy razem. Zastanawiam się tylko  czy york będzie dobrym zwierzakiem. Sięgnęłam po telefon z komody i wybrałam numer do blondaska. Po chwili odebrał.
-Cześć kochanie, co u Ciebie? -Spytał.
-Cześć Misiaczku, u mnie dobrze. Wpadłam na pewien pomysł ale to niespodzianka. Musimy pojechać w pewne miejsce.
-Co ty znowu wymyśliłaś? -Zachichotał.
-Zobaczysz, dasz radę przyjechać za godzinkę po mnie?-Mogłabym sobie rękę uciąć, że jeszcze nie wyszedł z łóżka. Zawsze się wyleguje do południa a ja go muszę budzić.
-Jasne, mogę być nawet wcześniej jeśli chcesz?
-Muszę się ubrać i w ogóle przygotować..
-Dla mnie zawsze wyglądasz pięknie.- Gdy to mówił na pewno się uśmiechnął.
-Dziękuję kochanie, za godzinę się widzimy. Kocham Cię.
-Też Cię kocham.-Odpowiedział.
-Ja bardziej.-Zaczęliśmy się kłócić kto kogo bardziej kocha.
-Przekonamy się. Pa Księżniczko.-Cmoknął do słuchawki a ja się rozłączyłam.
Odłożyłam telefon na miejsce i poszłam w kierunku szafy. Wyciągnęłam świeże ubrania i udałam się do łazienki. Poranna toaleta zajęła mi około 30 minut. Ubrałam się i zeszłam na dół. Nikogo nie było w salonie ani kuchni. Przecież już po jedenastej, dziwne. Przygotowałam sobie śniadanie i czekałam aż Niall przyjedzie. Zegarek wskazywał 11:54 i po chwili usłyszałam dźwięk dzwonka. Natychmiast wstałam z miejsca i udałam się w kierunku drzwi. Zobaczyłam mojego przystojniaka.
-Tęskniłem. -Powiedział i przysunął mnie do siebie składając na moich ustach słodki pocałunek.
-Ja też. -Wtuliłam się w jego tors.
-Gdzie chcesz pojechać? Hmm?-Spytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Zaraz zobaczysz. -Zabrałam torebkę z półki i zamknęłam drzwi. Po 20 minutach byliśmy na miejscu.
-Przecież ostatnio tutaj byliśmy.-Powiedział zaciągając ręczny. Zaparkowaliśmy auto na tutejszym parkingu.
-Wiem o tym doskonale. -Cmoknęłam go w policzek. -Za 15 minut wracam.-Wysiadłam z auta i weszłam do budynku. Przywitałam się z Helen i opowiedziałam całą sytuację. Zaprowadziła mnie do pomieszczenia gdzie niedawno przywieźli nowe zwierzęta. Opowiadała mi bardzo dużo o nich. Niektóre wyglądały strasznie, musiały podjąć leczenie. Zatrzymała się i wskazała dłonią na malutkiego yorka. Był taki wesoły. Szczerzył do nas swoje białe kły i merdał ogonem. Jego sierść była czarnobrązowa. Helen wyciągnęła go z klatki i położyła na moich rękach. Zaczęłam go głaskać. Miał tak mięciutką sierść.
-Jest świetny, biorę go! -Powiedziałam uśmiechnięta.
-Bardzo dobry wybór. Muszę go dać Steve'owi żeby przygotował go do podróży. A my w tym czasie chodźmy do biura załatwić wszelkie formalności.
-Oczywiście. -Oddałam go szatynowi i udałam się do biura. Musiałam podpisać dokumenty i wybrać artykuły do utrzymania psa w odpowiednich warunkach. Miski, koce itp. Do pomieszczenia wszedł ponownie Steve informując że wszystko jest już gotowe i zapakowane. Mój telefon zaczął wibrować. Zwinnym ruchem wyciągnęłam go z kieszeni spodni nie patrząc kto dzwoni przyłożyłam go do ucha.
-Skarbie ile mam jeszcze czekać? Może Ci pomoc?-Usłyszałam głos Niall'a.
-Właściwie to już wychodzę tyko musisz pomoc zabrać mi rzeczy do auta jestem w biurze Helen. Czekam na Ciebie. Buziaki. -Nie czekałam na odpowiedź tylko się rozłączyłam i ponownie schowałam telefon do kieszeni spodni. Po kilku minutach zobaczyłam mojego chłopaka. Przywitał się z kierowniczką zakładu i podszedł do mnie.
-Coś ty wymyśliła, hmm?-Spytał zawężając brwi.
-Nic takiego, idź ze Stevem i zabierz rzeczy do auta za chwilę do Ciebie dołączę. -Pocałowałam go w policzek na co puścił mi oczko i wyszedł do pomieszczenia z przygotowanymi rzeczami. Zapłaciłam odpowiednią kwotę, pożegnałam się z pracownikami, ruszyłam w stronę wyjścia. Niall czekał oparty o maskę auta. Gdy mnie zauważył od razu otworzył mi drzwi bym weszła do środka, zapięłam pasy i usadowiłam się wygodnie na siedzeniu.
-Po co Ci ten pies? -Spytał wystukując palcami rytm piosenek The Eagles. Myślałam że jest bardziej inteligentny i będzie wiedział że to prezent dla niego.
-Pomyśl do czego potrzebny jest pies? Proste, żeby się nim opiekować. Daj mi go. -Niall wysiadł z auta i udał się na tylne siedzenie by przynieść mi psinkę.
-Trzymaj Skarbie. -Zaczęłam cmokać i głaskać to maleństwo. Blondyn tylko się mi przyglądał.
-Jak ją nazwiemy? -Spytałam robiąc głupie miny co mam w zwyczaju.
-To chyba nie my powinniśmy ją nazwać, tylko dziewczyny. To one się będą nią zajmować. -Wzruszył ramionami.
-Żartujesz sobie prawda?-Totalnie mnie zatkało. Przecież York był dla niego.
-Niby dlaczego mam żartować? To wasz nowy nabytek.-Powiedział bardzo poważnie.
-Niall to nie jest pies dla nas.-Spuściłam wzrok na swoje paznokcie, które w tym momencie wydały się być bardzo interesujące. Lakier mi po raz kolejny odprysnął a to jest naprawdę wkurzające.
-A dla kogo kochanie? Przecież nie dla mnie. -Nie odzywałam się. Było mi przykro. Chciałam mu sprawić przyjemność dając mu prezent. A tu taki wał i jest niezadowolony.
-Chyba nie chcesz powiedzieć, że ta suczka jest dla mnie? Jak ty to sobie wyobrażasz? Ja, dorosły facet będę się bujał po mieście z małym Yorkiem w różowym ubranku ze spineczka na sierści? Może jeszcze mam mieć różową smycz?-Zaśmiał się żałośnie. On mnie po prostu wyśmiał!
-To wcale nie jest śmieszne. Smycz jest niebieska. Ubranko możesz zawsze zmienić na inny kolor. -Burknęłam.
-Czyli naprawdę ta psina jest dla mnie? -Złapał mnie za podbródek bym na niego spojrzała. Pokiwałam twierdząco głową. Złożył na moich ustach delikatny pocałunek i zabrał suczkę z moich kolan.
-Więc, muszę Cię jakoś nazwać. Może Cindy? Co ty na to?-Spytał mnie.
-Jak dla mnie brzmi świetnie. Jeśli nie chcesz, możemy ją oddać albo wymienić na jakąś inną rasę.
-Nie. Jest urocza. -Cindy zaczęła, się do niego łasić i merdać ogonem.
-Jesteś najukochańszym chłopakiem na świecie! -Krzyknęłam i oparłam się o jego ramię.
-Przepraszam, jeśli w jakikolwiek sposób poczułaś się urażona moją reakcją. Nie byłem po prostu przygotowany na posiadanie zwierzęcia.-Pocałował mnie w głowę.
-Było mi trochę przykro ale jest już ok. Bardzo Cię kocham. -Szepnęłam.
-Ja Ciebie też kocham, ale będziesz musiała się teraz mną dzielić razem z Cindy. Mrr i to jej seksowne futerko. -Powiedział złośliwie.
-Nialler!-Krzyknęłam i oboje zaczęliśmy się śmiać. -Jedźmy już.
W trakcie podróży do domu bawiłam się z Cindy i głaskałam jej milutkie futerko. Byłam z siebie zadowolona, mimo że pierwsza reakcja na wiadomość o nowym członku naszego związku była dosyć nie miła. Widziałam jak blondynowi tak naprawdę spodobał się prezent i zauroczył się Cindy podobnie jak i ja. Będzie bardzo dobrym właścicielem i opiekunem. Jeśli się sprawdzi dobrze w tej roli będziemy rozmawiać o wspólnym życiu jako małżeństwo i postaramy się o małego Horan'a i wspólny dom. Na razie jesteśmy młodzi i musimy się wyszaleć. 
Z rozmyślań wyrwały mnie dzikie ruchy Niall'a na siedzeniu. 
-Owsiki masz?-Spytałam rechocząc się jak żaba.
-Dzwoni mi telefon. Możesz go łaskawie wyciągnąć.-Powiedział zdenerwowany nie odrywając wzroku z drogi.
-Osa Cię w tyłek użądliła?-Warknęłam i sięgnęłam do kieszeni jego spodni, co było nie lada wyczynem gdyż były cholernie wąskie. 
-Nie lubię gdy ktoś dzwoni jak prowadzę, przepraszam.-Posłał mi zmartwione spojrzenie.
Spojrzałam na wyświetlacz, dzwonił Liam. Przyłożyłam telefon do ucha i usłyszałam jego roztargniony głos.
-Nialler idioto, czy możesz kiedykolwiek na czas odebrać telefon kiedy do Ciebie dzwonię-?-Krzyknął tak głośno, że myślałam że bębenki w uszach mi popękają.
-Tak, Liam mi też Cię miło usłyszeć. Niall nie może w tej chwili rozmawiać bo prowadzi auto. Coś przekazać?
-Gathi? Ja.. um przepraszam. Nie wiedziałem, że odbierzesz. -Był zakłopotany co było bynajmniej śmieszne.
-Spoko Liaś, nie tłumacz się.
-Tak czy inaczej jest mi głupio. Mam dobre wiadomości. Eve powoli porusza palcami. To znak, że za niedługo może się wybudzić. Przyjedziecie do kliniki?-Teraz jego głos był pełen radości.
-Świetna wiadomość już zawracamy i jedziemy do niej! Do zobaczenia!-Krzyknęłam z radości.
-Czekam na was.-Rozłączyłam się i odłożyłam komórkę do mojej torebki.
-Zawracaj, musimy jechać do Eve. Powinna się już wybudzić. Poruszyła dziś palcami. Tak się cieszę!-Cmoknęłam go w policzek na co natychmiast gwałtownie zawrócił a Cindy zaskomlała zdziwiona takim ruchem. Nie mogę opisać swojej radości z tego, że moja przyjaciółka po kilku tygodniach nareszcie się wybudza. To jest coś niesamowitego. Teraz musimy być z nią jeszcze bardziej blisko niż kiedykolwiek. Musimy jej pomagać i nie możemy dopuścić by cokolwiek podobnego miało jeszcze miejsce. Po 10 minutach jazdy znaleźliśmy się pod kliniką.


*Eve*

Moja podświadomość wszystko odczuwa i słyszy wszystko idealnie. Czuję obecność tych wszystkich osób co przychodzą do mnie w odwiedziny. Słyszę każdy ich najdrobniejszy szept. Nawet jeśli chcę im odpowiedzieć na zadawane mi pytania, nie mogę a to dlatego że jestem w tej cholernej śpiączce. Dziewczyny zmieniają się z chłopakami,  tak że zawsze ktoś przy mnie jest. Zaskoczyła mnie wizyta moich rodziców, naprawdę się ich tutaj nie spodziewałam. Nie byłam nigdy przykładną córką ale oni też nie są tacy perfekcyjni. Kompletnie mnie nie rozumieli i pewnie jest tak do dzisiaj i już tak pozostanie na zawsze. Mówią że ludzie się zmieniają, jednak ja w to nie wierzę. Ich wizyty u mnie nie były długie. Trwały około 10 minut. Nic do mnie praktycznie nie mówili tylko kłócili się między sobą. Jakby nie mogli choć przez moment odpuścić. Matka ma taki charakter, że zawsze odpowiada na głupie odzywki ojca. Jedno drugiemu nie popuści. Zaczyna się na głupim haśle, a kończy wielką awanturą. Cieszę się że gdy skończyłam 17 lat,   mogłam wyprowadzić się z tego wariatkowa, zwanego domem rodzinnym. W szkole poznałam czwórkę moich najlepszych przyjaciółek. Agatha to typowa romantyczka, jeśli się w kimś zakocha to na zabój. Co widać po jej związku z Niall'em. Lepiej nie mogła trafić. Camilla jest totalnym przeciwieństwem Gathi. Jest podobna z charakteru do mnie. Boi się okazywać swoje uczucia. Udaje że jest twarda, ale w łatwy sposób można ją złamać. Często w dwójkę sobie dogadujemy, właściwie dogadywałyśmy. Teraz jest inaczej, leżę przykuta do łóżka. Ostatnimi czasy, gdy była tutaj z Harry'm wyczułam, że jest coś nie tak. Ale to mogą być tylko moje głupie przypuszczenia, prawda? Jednak wierzę, że wszystko między tą dwójką jest w jak najlepszym porządku. Przechodząc dalej do opisu moich krejzolek. Kate jest bardzo poukładana i robi zajebiste jedzenie. Ahh zjadłabym jakieś jej pyszne żarełko. Kurczak w panierce, czy nawet najzwyklejsza kanapka. A tak to jestem karmiona jakimś chłamem dożylnie. Za to będę perfekcyjnie chuda. Hehe może śpiączka to nic wielkiego i pomoże mi zejść trochę z mojego tłustego cielska. Wracając do niej to ma zawsze tak świetne riposty, że może gasić nimi światło. Nie jest też za kolorowo u niej w domu. Ojciec pijak, matka praktycznie zawsze ciężko przestraszona poczynaniami swojego męża. Naprawdę nic przyjemnego. Na koniec zostaje Annette. Z nią nie jestem dosyć zżyta jak z pozostałymi. Może dlatego, że poznałam ją później i niepotrzebnie wpycha nos w nie swoje sprawy? Pewnie to jest przyczyną. Jej rodzice zginęli w wypadku, co jest naprawdę przykre i za każdym razem kiedy sobie o nich przypomni, bądź cokolwiek stanie się nie po jej myśli zamyka się w czterech ścianach i się tnie. Serio, nie wiem co jej to daje. Chyba coraz więcej blizn tylko, które zostawiają ślad na jej psychice i ciele. Przychodzi tu praktycznie codzienne, opowiada o planach pozbycia się tej całej Perrie, dziewczyny tego przystojniaka Zayn'a. Nie wiem po co chce ingerować w ich związek, jeśli są ze sobą szczęśliwi. Mimo tego jak bardzo wkurwiająca potrafi być, kocham ją jak siostrę.
Usłyszałam hałas skrzypiących drzwi. Jeszcze dziś do mnie nikt nie przychodził, oprócz tych wrednych pielęgniarek, które sprawdzały mój stan zdrowotny. Szmer przysuwającego krzesła był irytujący, jednak przestał być w momencie, kiedy poczułam jego usta przy swoim uchu. Wplótł palce między moje i pocierał przyjemnie moje knykcie, co było dosyć przyjemne. Kim była ta osoba? Nie kto inny jak Liam. Troskliwy Liam Payne. Przychodził tu codziennie z kwiatami, które z pewnością były przepiękne. Nie mogłam ich niestety zobaczyć, ale za to doskonale czułam ich zapach, podobnie jak zapach jego wody kolońskiej.
-Witaj piękna. -Nareszcie usłyszałam jego anielski głos. Chciałam dać mu jakiś znak, że go słyszę, czuję. Jednak nie mogłam. Moje serce i rozum chciało, lecz ciało nie.
-Mam nadzieję, że mnie słyszysz i spodobały Ci się te herbaciane róże, które tak bardzo uwielbiasz, wnioskując po rozmowie z dziewczynami. -Zaśmiał się, ściskając bardziej moją dłoń. Bardzo uwielbiałam ten kolor róż, sama nie wiem dlaczego.
-Tak bardzo bym chciał byś wiedziała co do Ciebie czuję. Jest to najprawdziwsze uczucie jakim kogokolwiek dążę. Boję się, że odrzucisz moje uczucia, czego bym nie zniósł. Mogłem jakoś zaradzić tej całej sytuacji. Wyczuć, że coś jest nie tak. Ochronić Cię przed Nick'iem. Ale nie zrobiłem nic, czego nie mogę sobie wybaczyć. -Zaciągnął się powietrzem. Czy on płakał? Nie, Liam nie płacz.
-Proszę, daj mi jakiś znak, że mnie słyszysz. -Tak bardzo bym go chciała przytulić. Jest naprawdę dla mnie ważny. Przychodził tu codziennie. Ludzie w śpiączce tak mają. Słyszą i czują wszystko.
-Jesteś taka piękna. Obiecuję, że już nikt Cię nie skrzywdzi. Będę się Tobą opiekować, zawsze. -Pogłaskał mnie po głowie. Moja chęć dania mu jakiegokolwiek znaku była przeogromna. Zebrałam w sobie wszystkie siły i wytężyłam do maksimum moje zmysły. Próbowałam poruszać palcem u dłoni. Nie wychodziło mi to choć starałam się jak tylko mogłam. Liam przez ten czas opowiadał co się dzieje na świecie, żebym miała jakieś poczucie czasu. Puścił moją dłoń wpierw ją całując i wstał z miejsca. Już prawie udawało mi się poruszać a on nagle musiał wstać. Liam, proszę usiądź na swoim seksownym tyłku!
-Dzisiaj powinni przyjść Twoi rodzice. Powiedzieli, że zadzwonią jak będą w drodze, ale coś im się chyba do Ciebie nie śpieszy. Nie przejmuj się nimi. Ważne, że my przychodzimy i będziemy przychodzić dopóki się nie wybudzisz. Oczywiście będziemy spędzać ze sobą dużo czasu. Obiecuję, że jak wszystko będzie z Tobą już w porządku, zabiorę Cię na romantyczną kolację. -Zaśmiał się uroczo i znów ścisnął moją dłoń. Eve to jest ten moment. Musisz dać radę. Postaraj się jak tylko potrafisz i poruszaj palcem. Liam pocierał moją dłoń i policzek. Teraz, muszę dać radę. Delikatnie poruszałam palcem. Nareszcie mi się udało!
-Czy ty się poruszyłaś dłonią? Zrób to jeszcze raz, proszę. Będę jeszcze bardziej pewny. -Jego zaskoczenie było nie do opisania. Ponownie poruszyłam kciukiem.
-Nie wierzę, znowu to zrobiłaś! Muszę koniecznie zawołać lekarza!-Wykrzyknął i pocałował mnie w czoło. Następnie wyszedł z sali jak poparzony. Po kilku minutach wrócił wraz z lekarzem i pielęgniarką. Skakali wokół mnie jak jakieś małpy. Sprawdzali bicie serca i tą całą aparaturę. Trwało to chyba z jakieś dobre pół godziny. Liam został wyproszony z sali, gdyż co chwilę pytał się doktora co ze mną. Był cholernie opiekuńczy, a ktoś taki jest mi jak najbardziej potrzebny, nie to co Nick. Przez jego głupie narkotyki się tu znalazłam, nie chcę mieć już z nim nic wspólnego. Usłyszałam rozmowę doktora z pielęgniarką. Tłumaczył, że wszystkie moje narządy pracują w jak najlepszym porządku, a rana po nie udanym zabiegu jest już praktycznie zagojona. Za kilka dni powinnam w pełni się wybudzić. P
onownie do sali ktoś wszedł. Po pierwszych wypowiedzianych słowach mogłam wywnioskować, że przyszli w odwiedziny Niall wraz Gathi. Podeszli do mnie i zaczęli mnie ściskać. Usiedli prawdopodobnie na szpitalnych krzesłach, zaś Liam kurczowo trzymał moją dłoń usadawiając się na moim łóżku. Miałam bardzo wytężony zmysł słuchu i węchu. Stąd te wszystkie moje przypuszczenia co do ich wykonywanych czynności. Śmiali się i rozmawiali nie tylko między sobą, ale też mówili do mnie. Gathi jak to ona, musiała porozpowiadać moje głupie wpadki, które popełniłam w czasie naszej znajomości. Gdybym mogła przyjebałabym jej poduszką za to, że mnie upokarza. Mam nadzieję, że zamknie swoją jadaczkę a chłopaki nie będą tego rozpamiętywać, kiedy będę już w pełni sił.

*Harry*

Siedziałem samotnie w salonie i rozmyślałem o mojej byłej dziewczynie, Kim. Dlaczego miałbym myśleć o swojej ex? Odpowiedź jest prosta. Jakiś tydzień temu ponownie zaczęła odgrywać w moim życiu ważną rolę, a to dlatego że znów ją spotkałem. Szedłem ulicami Londynu, wracając z randki, na której byłem ze swoją obecną dziewczyną. Dostrzegłem tą piękną brunetkę. Jej cudownie długie nogi i jej luzacki styl ubierania zawsze doprowadzał mnie do szału. Podszedłem do niej z nutą niepewności i zacząłem swoją gadkę-szmatkę. Zwężyła swoje oczy do minimum i przyglądała mi się zawzięcie. Dopiero po chwili rozpoznała we mnie swojego byłego chłopaka i przyciągnęła do uścisku, który oczywiście odwzajemniłem. Bo jakby inaczej? Wymieniliśmy ze sobą kilka zdań i zaproponowałem aby się spotkać w jakimś zacisznym miejscu. Bez wahania się zgodziła. Musiała już się zbierać, gdy jej autobus nadjechał. Rzuciła mi krótkie pa i pocałowała w policzek. Zostawiając pewnie na nim ślad swojej krwistej szminki, która zawsze mnie pociągała. Wróciłem już na spokojnie do swojego mieszkania. Nie mogłem zasnąć. Ciągle o niej myślałem. Co by teraz było z nami, gdyby nie zdradziła mnie z tym chujem, Rickiem. Byliśmy ze sobą dosyć długo, aż półtora roku. Myślałem, że to dziewczyna moich marzeń, że z nią spędzę resztę życia. A ona puszcza takiego wała i mnie zdradza. Bez zawahania z nią zerwałem. Nie chciałem jej znać. Przepraszała mnie mówiąc, że to wina alkoholu wymieszanego z dragami. Jej tłumaczenia nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Bo co to za mężczyzna, któremu kobieta przyprawia rogi za jego plecami? Żaden. Wydaje mi się, że się zmieniła a ja dojrzałem. Sięgnąłem myślami do mojej obecnej dziewczyny. Naprawdę byłem w niej po uszy zakochany. Była dla mnie idealna. Troszczyła się o mnie a ja o nią. Bardzo rzadko się sprzeczaliśmy, a nawet jeśli to o jakieś błahostki. Można rzec, że jesteśmy sobie przeznaczeni, jednak gdy pojawiła się Kim wszystko tak jakby się zmieniło. Nie było już między nami tej bliskości. Ciągle chodziłem zdenerwowany bo tak bardzo chciałem spotkać się z Kim, że zapomniałem iż jestem w związku. Camilla pytała się czy wszystko w porządku a ja unikałem tego tematu i wychodziłem z pomieszczenia. Kiedy po kilku dniach zadzwoniła moja była, czułem się jakbym wygrał szóstkę w totka. Natychmiast ustaliliśmy godzinę spotkania i z uśmiechem na twarzy udałem się do przytulnej kawiarni, do której kiedyś przychodziliśmy. Kim jak zawsze się spóźniała, ale to jak przyszła seksownie ubrana, wynagrodziło mi czekanie na nią. Znów miała krwistą szminkę na ustach. Czarne, obcisłe spodnie podkreślały jej jędrny tyłeczek, a granatowa bluzka z dość dużym dekoltem jej sporych rozmiarów biust. Odsunąłem jej krzesło, jak prawdziwy dżentelmen i zasiedliśmy przy stoliku. Wspominaliśmy stare czasy. Wspólne imprezy, wyjazdy ze znajomymi. Czułem się jak za dawnych lat. Przyjemnie się nam rozmawiało. Prawie zapomniałem o tym, że mnie zdradziła. Ja.. Ja ją chyba nadal kocham. Kim spytała, czy moglibyśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. Nie wspominałem jej nic, że mam dziewczynę. Powiedziałem, że muszę to przemyśleć. Kiedy splotła nasze dłonie i popatrzyła głęboko w moje oczy, wiedziałem czego chciała. I to jej przejechanie językiem po dolnej wardze. Chciała się ze mną przespać, a ja nie miałem nic przeciwko, żeby to zrobić w tutejszej toalecie. Nie było to dla mnie żadną przeszkodą. Jednak kiedy zadzwoniła jej komórka, wstałem jak otępiały. Co ja do cholery chciałem zrobić? Chciałem przespać się z moją byłą, po tym jak mnie zdradziła. Przecież postąpiłbym tak samo jak ona ze mną. Jakbym spojrzał w oczy Camss? Jestem cholernie nie odpowiedzialnym chujem! Natychmiast zapłaciłem rachunek i pożegnałem się z Kim mówiąc, że coś mi ważnego wypadło. Pytała, czy jeszcze się zobaczymy, ale nie odpowiedziałem. Wsiadłem do auta i jak najszybciej chciałem się dostać do domu. Byłem cały roztrzęsiony. Jak mogłem coś takiego zrobić Camilli i sobie. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk dzwonka. Nikogo po za mną nie było w domu więc poszedłem otworzyć.
-Co ty tu robisz, kochanie? -Spytałem kiedy w drzwiach zastałem swoją dziewczynę. Chciałem ją przytulić i pocałować na przywitanie ale mnie zwyczajnie olała, co nie było zbyt miłe. Czy ona coś podejrzewa? Mam nadzieję że nie. Udała się w kierunku kuchni i oparła się o blat kuchenny.
-Masz mi coś do powiedzenia?-Założyła ręce na piersi wyczekując odpowiedzi. Zbliżyłem się do niej przyciskając jej ciało do swojego. Zacząłem składać mokre pocałunki na jej szyi.
-Hmm oprócz tego, że Cię kocham to chyba nic takiego. -Szepnąłem jej do ucha, nie odwzajemniała moich gestów.
-Skoro mnie kochasz to dlaczego spotykasz się z inną?-Automatycznie serce podskoczyło mi do gardła.
-Nie wiem o co Ci chodzi. -Podszedłem do zlewu by nalać zimnej wody. Zaschło mi w gardle z tego wszystkiego.
-Nie wiesz o co mi chodzi, Harry? Kurwa, nie okłamuj mnie! -Krzyknęła a jej oczy były zaszklone. Chwyciła szklankę, którą właśnie odstawiłem do zlewu i rzuciła nią o podłogę w wyniku czego się rozbiła.
-Zwariowałaś? Całkiem Ci już odbiło? Przychodzisz, wydzierasz się w moim domu i na dodatek tłuczesz moje naczynia, bo sobie coś ubzdurałaś. Idź się lecz, dziewczyno! -Krzyknąłem, czego od razu pożałowałem. Wymierzyła mi siarczystego plaskacza w policzek. Po chwili zaczęła wyrzucać z szafek moje naczynia. Zaczynając od talerzy mojej prababci. Matka mnie zajebie.
-Co robiłeś ostatnio w Golden Caffe
? -Spytała, gdy chwyciłem ją za ramiona.
-Skąd wiesz, że tam byłem? Śledzisz mnie?
-Wracałam z pracy, bo po mnie nie przyjechałeś. Przechodziłam tamtędy i zobaczyłam Ciebie z jakąś wywłoką. Trzymaliście się za ręce, patrzyłeś na nią w taki sposób, jakbyś miał zaraz ją przepieprzyć! -Rozpłakała się. Zrobiło mi się cholernie głupio. -Czekałam na wyjaśnienia, ale się nie doczekałam. Byłeś na mnie w chuj zły a ja nie wiedziałam dlaczego.-Powiedziała przez łzy, jej makijaż był cały rozmazany.
-To nie tak jak myślisz. Ja kocham tylko Ciebie. Nikogo więcej. -Chciałem ją przytulić, ale mnie odepchnęła.
-Kim ona jest!? Przespałeś się z nią!?-Zaczęła zadawać pytania.
-To moja była, Kim. Nie przespałem, ale w pewnej chwili miałem taki zamiar. -Camss rozszerzyła swoje oczy do maksimum. Nie chciałem jej okłamywać. Powinna wiedzieć.
-Chciałeś się z nią przespać!? Kurwa! Jak mogłeś!?
-Nie zrobiłem tego, rozumiesz? Za bardzo Cię kocham!
-Gratulacje! Wystarczy, że o tym pomyślałeś! Zniszczyłeś to wszystko! Obiecałeś że mnie nie skrzywdzisz! -Wkurzyła się i to na maksa.
-Przepraszam, naprawdę nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło. Nie byłem sobą.
-W dupę sobie wsadź te przeprosiny! Nie wiem czy warto to jeszcze wszystko ratować..
-Chyba nie chcesz mnie zostawić!?-Nie, to nie może być prawda.
-Muszę sobie to wszystko przemyśleć. Na razie się do mnie nie zbliżaj. -Styles, kurwa! Zrób coś! Inaczej stracisz ją na zawsze- mówił głos w mojej głowie.
-Proszę, nie zostawiaj mnie..Kocham Cię! -Krzyknąłem, ale ona zdążyła już wyjść. Miałem ochotę coś rozpierdolić a najlepiej siebie, za to że jestem takim idiotą. Nie potrafię docenić tego co mam. Wziąłem do ręki szklankę i rzuciłem nią o ścianę, tak że rozbiła się na milion kawałków podobnie jak moje serce. Ja naprawdę ją kocham! Zsunąłem się na podłogę. Podparłem ręce na kolanach, skulając się w kłębek. Schowałem twarz w dłonie i najzwyczajniej w świecie się rozpłakałem. Co ja do cholery najlepszego zrobiłem? Straciłem ją i nie wiem czy kiedykolwiek odzyskam. Moje życie bez niej nie ma jakiegokolwiek sensu..



*Louis*

Siedziałem w aucie i wystukiwałem palcami o kierownicę rytm mojej ulubionej piosenki The Fray - Look After You, która rozbrzmiewała z radia samochodowego. Czekałem aż Marcel skończy swoją pracę i razem pojedziemy do niego. Pierwsza opcja nie wypaliła, gdyż mieliśmy jechać do mnie lecz mama mnie ostrzegła, że ojciec kończy dzisiaj wcześniej pracę i nie będzie to zbyt dobry pomysł. Nawet nie chcę wiedzieć jakby mógł zareagować na wieść o tym że łączy mnie coś z Marcelem. Pewnie wysłalby mnie do psychiatryka, żebym wyleczył się z homoseksualizmu. Według niego to choroba, co bardzo mnie śmieszy gdy tylko o tym mówi. Nie może zrozumieć tego, że istnieje miłość między osobami tej samej płci. W dzisiejszych czasach to przecież coś normalnego. Zawsze sobie powtarzam, że nie liczy się płeć tylko uczucie jakim się darzą. Usłyszałem pukanie w szybę, natychmiast otworzyłem drzwi. Marcel wspiął się do auta i pocałował mnie w policzek na przywitanie.
-Jak Ci minął dzień?-Spytałem odpalając silnik, następnie wyjeżdżając z parkingu.
-W sumie dobrze. Nie miałem dzisiaj dużo pracy. Nawet Jonny się na mnie nie wydzierał. Oops. -Zasłonił swoje usta dłonią.
-Spokojnie, nie przeszkadza mi to.-Puściłem mu oczko.
-Nie powinienem mówić po imieniu, przecież to Twój ojciec. Należy mu się jakiś szacunek. -Zaczął się tłumaczyć, co mnie rozśmieszyło.
-Nie przeżywaj. To jedziemy do Ciebie, tak?-Spytałem dla pewności i żeby rozluźnić trochę atmosferę. Marcel kiwnął twierdząco głową a ja zacząłem opowiadać mu o swoim dzisiejszym dniu jak go spędziłem. Wymyślałem jakieś zabawne historyjki z których uroczo się śmiał. Po dwudziestu minutach znaleźliśmy się pod posiadłością Stylesów. Marcelek zadzwonił dzwonkiem z nadzieją, że Harry jest w domu i nam otworzy, ponieważ sam zapodział gdzieś swoje klucze. Loczek nie otwierał więc weszliśmy do środka przez otwarty garaż. Mogło się wydawać, że nikogo nie było w środku ale gdy weszliśmy do kuchni moje serce zaczęło gwałtownie bić. Oto mój przyjaciel, Harry siedział skulony na podłodze a wokół niego pełno szkła. Jego ręka była owinięta bandażem, który zamiast być biały, był czerwony od krwi. Pewnie dlatego, że chciał zebrać rozbite szkło.
-Harry, co się stało?-Spytałem i natychmiast do niego podszedłem. Spojrzał na mnie swoimi zapłakanymi oczami.
-Zostawiła mnie. -Szepnął i ponownie schował swoją twarz w dłonie.
-Camilla Cię zostawiła? Tak po prostu? Co odjebałeś?-Czekałem na odpowiedź.
-To ja pójdę po apteczkę. Trzeba mu opatrzyć rękę. -Powiedział Marcel i udał się do łazienki.
-Dlaczego Cię zostawiła?-Ponownie zapytałem.
-Nie wiem, nie interesuj się. -Wstał z miejsca i już chciał wyjść ale mu przeszkodziłem łapiąc za ramię.
-Jestem Twoim przyjacielem i chcę Ci pomóc więc łaskawie mi odpowiedz do cholery, co się stało?-Harry spojrzał na mnie zezłoszczony i wyrwał się. Podszedł do zlewu i nalał sobie wody, w międzyczasie Marcel przyniósł apteczkę.
-Daj Harry tę dłoń, musimy ją opatrzyć żeby nie wdało się zakażenie czy jeszcze coś gorszego. -Powiedział a loczek udawał że go nie słyszy.
-Marcel ma rację. Możesz mieć jeszcze szkło w dłoni. Ja tu jakoś ogarnę cały ten burdel.-Zacząłem szukać zmiotki.

-Nie potrzebuję niczyjej pomocy! Zostawcie mnie samego!-Krzyknął i rzucił szklanką o ścianę.
-Zamknij się idioto. Najpierw załamany Liam teraz ty. Czy wy do kurwy oszaleliście?-Zezłościłem się. Ja do niego z pomocą a ten krzyczy. Oszaleć można! Jednak ciężko być najstarszym w swojej paczce. 
-Słuchaj, weź pojedź po jakiś alkohol. Piwa i wódkę kup najlepiej. Musimy się zresetować.-Wytłumaczyłem Marcelowi a on bez zastanowienia wziął moje kluczyki i  pojechał do sklepu. 
-A ty weź się ogarnij idioto, bo użalając się nad sobą na pewno jej nie odzyskasz. Daj opatrzę Ci tą zakrwawioną rękę.-Harry bez zbędnych słów podał mi dłoń a ja jak najszybciej ją zdezynfekowałem i owinąłem świeżym bandażem. Loczek poszedł wziąć relaksujący prysznic a ja posprzątałem rozbite szkło. Powinni mi za to zapłacić bo obyło się bez mojego skaleczenia. Po dobrych piętnastu minutach przyjechał z powrotem Marcel obładowany reklamówkami pełnymi alkoholu i chipsów. Rozsypał wszystko do misek i zaniósł do salonu. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Za niedługo dołączył do nas Hazz. 
-Opowiedz w całości o co poszło. Spróbujemy Ci jakoś pomóc ją odzyskać. Dobrze wiemy jak ważna jest dla Ciebie. Tylko ona potrafi Cię jakoś ogarnąć. A więc słuchamy.-Popatrzyłem wraz z Marcelem na loczka i czekaliśmy na wyjaśnienia.
-Nie będę przy nim mówił.-Odpowiedział krótko i wskazał na Marcusia.
-Daj sobie pomóc. Dopóki ja tu siedzę on też tu będzie.-Powiedziałem tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Kurwa, no dobra.-Pokręcił głową i zaczął wszystko po kolei opowiadać co się dzisiaj wydarzyło. Byłem w szoku, że mój przyjaciel jest takim kretynem. Ma cudowną dziewczynę a marzy mu się, żeby przepieprzyć swoją byłą. Żeby ona była jakaś normalna chociaż. Kim jest tak pustą dzieweczką, że brak mi na nią słów. Wytapetowane to takie, że można zdrapywać szpachlą ten jej cały makijaż. Pewnie z połową Londynu się już przespała. Tłumaczyłem mu od samego początku, że to nie jest dziewczyna dla niego. Nie słuchał, a później się okazało, że mam rację i go zdradziła szmata głupia. A kto go musiał pocieszać? No kto? No proste, że Louis Tomlinson, bo kto inny niby? Z chęcią bym mu zajebał gonga w twarz ale się powstrzymam. Jego głupota nie zna granic.
-Jesteś idiotą, kuzyneczku.-Odezwał się Marcel po dłuższej chwili. 
-Ma rację też uważam, że jesteś idiotą. -Potwierdziłem.
-Już sam dobrze o tym wiem. Jestem beznadziejny. -Loczek przeczesał dłonią swoje włosy.
-Odzyskasz ją, jestem tego pewien.-Poklepałem go po plecach i zaczęliśmy obmyślać plan w jaki sposób może udać mu się ją przeprosić. A wszystko to działo się za sprawą kolejnych kieliszków wódki, popijanych piwem, gdyż mój Marcuś zapomniał kupić jakiejkolwiek przepity.

_______________________________________________________________________________

Cześć, jak podoba wam się rozdział? :)
Zostawcie po sobie jakiś komentarz, jeśli to nie problem. x
Wybaczcie za błędy jeśli się pojawiły. x
Buziaki ♥.


niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 11

*Annette*

Siedziałam właśnie na kanapie była dokładnie 6.46, a w telewizji leciał właśnie kolejny odcinek jakiejś brazylijskiej telenoweli. Nie spałam pół nocy, myślałam tylko o tym jak on mógł mnie tak potraktować? Jak mógł przyjść na randkę z tą idiotką Perrie i jej durnym bratem. Muszę coś zrobić, on musi być ze mną, ona na niego nie zasługuje i na pewno nie czuje do niego tego co ja. Przesiedziałam jakieś 2 godziny i myślałam co by tu zrobić. Do głowy przychodziły mi różne pomysły, ale żaden z nich nie był normalny i dosyć łatwy w wykonaniu. Nim się obejrzałam była 10.40 i dziewczyny zaczęły się schodzić i to wszystkie naraz jakby się zmówiły, oczywiście pierwsze co padło z ich ust to pytanie:

-Jak było na randce?

-To nie była randka tylko zwyczajne spotkanie.

-No wiesz, wczoraj twierdziłaś coś innego.

-O matko, wczoraj było wczoraj, a dzisiaj jest dzisiaj i wiele rzeczy się zmieniło.- odparłam.

-Ehh, więc co takiego się stało? Nie przyszedł? - zapytała Kate.

-Nie no przyszedł, ale nie sam. - westchnęłam i spuściłam głowę.

-Jak to nie sam? A z kim?

-No normalnie on to sobie wymyślił jako podwójną randkę. Przyszedł ze swoją dziewczyną i z jej bratem.

-Aha, a ładny chociaż ten brat? - zapytała Agatha.

-Weź ty lepiej nie pytaj, był beznadziejny i obleśny, a do tego strasznie się do mnie kleił.

-No to słabo. A Zayn? Gadaliście ze sobą?

-Trochę tak, ale główne to miział się z tą idiotką.

-I co zamierzasz zrobić, odpuścisz go sobie?

-Co to to nie. Ja nie odpuszczam, szczególnie jeśli idzie o fajnego faceta. - zaśmiałam się.

-No i tak trzymać. Dobrze cię wychowałam. - powiedziała Camilla i przybiłyśmy piątkę.

Nasza rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu, na ekranie wyświetlił się nieznany numer, po chwili zawahania odebrałam.

-Halo.

-Emm cześć, mówi Perrie.

-Cześć. - powiedziałam oddychając głęboko. Czego ta suka może ode mnie chcieć? A poza tym skąd do cholery ma mój numer?

-Masz dzisiaj czas?

-Właściwie to tak, a coś się stało?

-Nie wszystko w porządku po prostu chciałam z tobą pogadać możemy się spotkać w tej kawiarni za godzinę?

-No dobrze, pasuje mi.

-To cudownie, do zobaczenia. - powiedziała tym swoim przesłodzonym głosem.

-Tak cześć. - rozłączyłam się.

-Nie zgadniecie kto dzwonił.

-No kto?

-Ta suka Perrie.

-Zgaduję, że to dziewczyna Zayn'a. - powiedziała Gathi.

-Tak to ona.

-Ale co od ciebie chciała?

-Chce się spotkać, za godzinę.

-Niby po co?

-Nie mam pojęcia. Wydawało mi się, że mnie nie polubiła,a tu nagle proponuje mi spotkanie i była taka miła.

-To idź i się dowiedz o co chodzi. Może akurat się polubicie. - powiedziała jak zwykle optymistyczna Gathi, ale ja nie byłam tak dobrze nastawiona.

-Albo lepiej nie idź bo ci odwinie za podrywanie chłopaka. No wiesz przynajmniej ja bym tak zrobiła. - powiedziała Camss

-Nie no co ty. Nie przesadzaj. Pójdę i zobaczę o co jej chodzi może Agatha ma rację i nie ma się czym martwić. Idę się ogarnąć.

Po około 15 minutach stałam przy drzwiach wyjściowych.

-No tylko jej się tam nie daj, jak ci przywali to oddaj. - powiedziała Camss.

-Albo podaj jej rękę na zgodę. - odparła Agatha odpychając Camille, która tylko przewróciła oczami.

-Dobra wy już skończcie, a ty już idź i wracaj szybko. - powiedziała Kate dosłownie wypychając mnie za drzwi.

Szłam chodnikiem bardzo powoli ponieważ miałam jeszcze dużo czasu, a poza tym nie bardzo mi się spieszyło ją zobaczyć. Na miejscu byłam 15 minut przed czasem. Zajęłam pierwszy wolny stolik, zamówiłam kawę i zatopiłam się w swoich myślach jak to miałam w zwyczaju gdy byłam sama, nie licząc tych wszystkich obcych ludzi przewijających się przez lokal. Zobaczyłam małą dziewczynkę, która ciągnęła prawdopodobnie swoją matkę za rękę w stronę ciastek. Mówiła coś i pokazywała swoją małą rączką na jedno z ciast. Wtedy przypomniało mi się moje dzieciństwo, to jak co tydzień chodziłam z rodzicami do takich kawiarni lub czasami restauracji i spędzaliśmy w swoim gronie cały dzień. Na te wspomnienia w moich oczach zebrały się łzy, ale zaczęłam szybko zamykać oczy aby nie wpłynęły gdy tylko usłyszałam głos Perrie.

-Cześć Annette.

-Cześć.

-Więc o czym chciałaś porozmawiać? - zapytałam gdy tylko dziewczyna zajęła miejsce naprzeciwko mnie.

-Emm, no dobra powiem prosto z mostu. Odpieprz się od Zayn'a, daj mu spokój, nie pisz, nie dzwoń, nie kontaktuj się z nim.

-A niby to dlaczego? Bo ty tak chcesz? - zapytałam lekko wkurzona.

-A właśnie, że dlatego. Myślisz, że ja jestem jakąś głupią blondynką i nie widzę jak robisz do niego maślane oczy? - powiedziała wstając z krzesła.

-A żebyś wiedziała tak właśnie myślę. - powiedziałam i również wstałam.

-O ty suko. - powiedziała i przywaliła mi z pięści w twarz, aż mnie zamroczyło na chwilę, ale doszłam do siebie i jej oddałam, a wtedy zaczęła się niezła bójka raz ja dostawałam, a raz ona. Jakiś koleś próbował nas odciągnąć od siebie, ale mu nie wychodziło. Rozdzielili nas dopiero jak przyszedł kierownik. Chwilę później wyrzucił nas z lokalu i kazał więcej się tam nie pokazywać.

-I widzisz to przez ciebie szmato. To była moja ulubiona kawiarnia. - powiedziała.

-A chuj mnie to obchodzi. Idę bo mi się nie chce patrzeć na tą twoją krzywą mordę, a od Zayn'a i tak się nie odczepię. - powiedziałam odwracając się i wycierając twarz z krwi, która ciekła mi z nosa.

-No jeszcze zobaczymy! - krzyknęła blondi i wsiadła do swojego super drogiego auta, które zapewne dostała od swoich obrzydliwie bogatych rodziców, rozpieszczona suka. Ruszyłam do domu, oczywiście ludzie wpatrywali się we mnie nie ukrywając zaciekawienia. Zapewne układali sobie w głowach jakieś historyjki o tym jak to mnie chłopak pobił lub coś w tym stylu, ale nikt nie zapytał czy nie trzeba mi pomóc, bo to przecież takie normalne, że dziewczyna z zakrwawioną twarzą paraduje sobie po ulicy. Gdy wreszcie znalazłam się w domu odetchnęłam z ulgą, ale nie na długo bo jak tylko dziewczyny usłyszały hałas zleciały się do przedpokoju jak muchy do ognia.

-O matko co ci się stało? - zapytała Agatha.

-Jednak Camss miała rację.

-Nie pierdol, że się z nią biłaś. - powiedziała zaskoczona Camilla.

-Właśnie tak było.

-Wow no to gratuluje twoja pierwsza poważna bójka i to o chłopaka, ale mam nadzieję, że ona dostała tak samo mocno.

-Taa też jej się dostało. -powiedziałam dumna z siebie.

-Dobra może nie stójmy tutaj tylko chodźmy usiąść i wszystko nam opowiesz, ale najpierw idź umyj twarz bo wyglądasz tragicznie. - stwierdziła Kate.

-Okay. - poszłam się umyć, a później rozsiadłyśmy się w salonie i opowiedziałam im wszystko.

-No i tak to się skończyło. - zakończyłam swoją opowieść.

-No i prawidłowo. Należało jej się. Nie będzie ci mówić co masz robić nawet jeżeli tyczy się to jej chłopaka.

-Niby tak, ale ona może teraz mu wcisnąć jakiś kit, że ją pobiłam czy coś i mnie znienawidzi.

-O to to już się nie martw jak jest mądry to nie uwierzy albo przynajmniej przyjdzie z tobą pogadać.

-Mam taką nadzieję. - naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.

-Ja otworzę powiedziała Kate.




*Kate*

Poszłam otworzyć drzwi, ale to co, a raczej kogo za nimi ujrzałam zaskoczyło mnie i to bardzo.

-Chwała na wysokości, chwała na wysokości, a pokój na ziemi. - zaczął się drzeć mój ojciec jak zwykle nawalony.

-Co ty tu robisz? - zapytałam zszokowana. - I dlaczego śpiewasz kolędy skoro mamy środek lata?

-Po pierwsze - uniósł palec wskazujący w górę - to może byś się przywitała ze swoim kochanym tatusiem. Po drugie twoja mamusia mnie wyrzuciła z domu, a po trzecie to śpiewam kolędy bo przecież mamy święta.

-Dobra właź do domu i nie rób szumu. - wciągnęłam go za koszulę - ehh wcale nie mamy świąt i jak to mama cię wyrzuciła?

-No jak? Normalnie powiedziała wynoś mi się stąd i więcej nie pokazuj to się wyniosłem.

-I tak o sobie przyjechałeś do Londynu i się uchlałeś?

-Tak bo miałem nadzieję, że mnie przyjmiesz pod swój dach.

-Po moim trupie, nie zostaniesz tutaj. Wynocha.

-Ooo przyszły twoje koleżanki. Witam miłe panie. -powiedział i całkowicie olał to co do niego powiedziałam.

-Dzień dobry. - odpowiedziały chórkiem.

-Dziewczyny chodźcie do kuchni, a ty tato idź do salonu, zaraz tam przyjdę.

Pokazałam ojcu drzwi do salonu,a sama weszłam do kuchni.

-Przepraszam was dziewczyny, nic o tym nie wiedziałam.

-Ej no spoko, jakoś rozwiążemy tą sytuację.

-No ciekawe tylko jak. -powiedziałam zrezygnowana.

-Nie możesz go wyrzucić, szczególnie pijanego i nie znającego miasta.

-Całkowicie się z tym zgadzam. -powiedziała Annette.

-Tak chyba macie rację. Ale najpierw muszę z nim pogadać.

Poszliśmy do salonu gdzie siedział mój ojciec z puszką malinowego piwa które zapewne znalazł w naszym barku.

-Możesz mi powiedzieć co tu robisz? Jeszcze ci mało? Zostaw to piwo.

-Ta przecież to nie jest piwo tylko jakieś siki.

-To tym bardziej tego nie pij. - wyrwałam mu puszkę z ręki.

-Nie musiałaś tego robić. Trzeba było powiedzieć jak też chciałaś się napić.

-Jezu ojciec nie denerwuj mnie tylko mi powiedz czemu mama cię wyrzuciła?

-A skąd ja to mam wiedzieć, przecież tych bab to normalny człowiek nie zrozumie.

-Aha no dziękuję.

-Nie ma za co.

-Ehh, przyszedłeś ostatnio do domu jakoś mocno pijany, zrobiłeś awanturę?

-Nie e. No może kilka razy wypiłem z chłopakami po jednym piwku, ale nic więcej.

-Ta pewnie, a ja jestem matka Teresa. Na pewno codziennie przychodziłeś schlany.

-Smarkulo nie mów tak do ojca. Trochę szacunku mi się należy.

-No nawet mnie nie denerwuj. Szacunku ci się zachciało. - prychnęłam, on nigdy się ma nie interesował, o szacunku już nie mówiąc, więc i ja nie będę go szanować.

-Jestem twoim ojcem i nie pozwolę tak do siebie mówić! - krzyknął i wstał, ale był tak zalany, że zachwiał się na nogach i znów usiadł.

-Nie drzyj się na mnie bo nie jesteś tu sam, to nie jest twój dom, a ja nie jestem matką i nie będziesz mną pomiatał! - krzyknęłam wkurzona. Nie spodziewał się tego bo zrobił wielkie oczy i się zamknął. - a teraz mnie posłuchaj. Możesz zostać tu kilka dni, ale pod warunkiem, że nie pijesz. Złamiesz zasadę i w pół minuty nie ma cię w tym domu. Zrozumiano?

-Ale

-Nie ma żadnego kurwa ale. Pytam czy zrozumiałeś.

-Tak zrozumiałem.

-No to skoro sobie wszystko wyjaśniliśmy to teraz chodź pokaże ci pokój.

Nie wierzyłam, że ojciec dotrzyma słowa i nie będzie pił przez czas pobytu u mnie. Nie myliłam się bo już na drugi dzień wyszedł przed południem i wrócił zalany. Sprzątałam akurat salon bo wypadła moja kolej, kiedy wpadł prosto do niego i zaczął coś bełkotać.

-Mówiłam ci, że jeden wybryk i stąd wypieprzasz, a ty nie wytrzymałeś nawet jednego dnia.

-No tak wyszło jakoś, ale nie bądź na mnie zła córeczko.-Nie mów tak do mnie, tylko zbieraj manatki i niech cię nie widzę już nigdy więcej. Mam cię cholernie dość i tylko dziwię się matce, że wyrzuciła cię tak późno. Powinna zrobić to dużo wcześniej.

-Ale gdzie ja pójdę? -Nie wiem i mnie to nie obchodzi. Wracaj do domu może matką cię przyjmie, albo do jakiegoś kumpla, ale nie pokazuj mi się więcej na oczy.

-No dobrze jak sobie życzysz, przepraszam, że sprawiłem ci problemy. Pójdę tylko po torbę i już mnie nie ma.

Poszedł na górę, a ja złapałam za butelkę wody i napiłam się. Ten człowiek wykańcza mnie psychicznie.

-Wyrzucasz go? - powiedziała Agatha wchodząc do kuchni.

-Tak, nie będę tego tolerować pod moim dachem. Szczególnie, że to także wasz dom i nie chcę żebyście go takiego oglądały.

-No tak, ale to jednak twój ojciec.

-Ojciec czy nie zdania nie zmienię.

-Jak uważasz. Usłyszałam, odgłos schodzenia pi schodach więc wyszłam z kuchni.

-To ja idę, pa córeczko.

-Tak, cześć tato. - gdy zamknęłam za nim drzwi, zrobiło mi się przykro. - Dlaczego mam wyrzuty sumienia?

-W końcu top twój ojciec, dziwne by było gdybyś nie miała, ale jeśli twierdzisz, że to była słuszna decyzja, to była. - uśmiechnęła się Agatha.







*Zayn*

-Cześć kochanie. - powiedziałem wchodząc do domu Perrie.

-Cześć. - odpowiedziała i poszliśmy do jej pokoju.

Rzuciłem się na jej łóżko, a ona położyła się koło mnie.

-Co tam porabiałaś dzisiaj?

-Dzisiaj to nic ciekawego, ale wczoraj widziałam się z Annette. A ty co robiłeś?

-Widziałyście się? Serio? - zapytałem całkowicie ignorując jej pytanie.

-Taa i co w tym dziwnego.

-Nie nic, to świetnie może się zaprzyjaźnicie. Bo wiesz ona ma dużo problemów i potrzebuje wsparcia. Cieszę się, że się polubiłyście .

-No właśnie chyba nie bardzo.

-Co? Ale jak to? Przecież powiedziałaś, że się spotkałyście.

-Bo to prawda, ale się pokłóciłyśmy.

-Pokłóciłyście się? - powiedziałem wstając. - Co jej takiego powiedziałaś?

-Co ja jej powiedziałam?! Dlaczego od razu zakładasz, że to przeze mnie? Może top ona mnie czymś obraziła?

-Nie ona taką nie jest.

-Ona taka nie jest - zaczęła mnie przedrzeźniać - a skąd wiesz jaką jest? Ciągle słyszę tylko Ann to Ann tamto, a pomyślałeś czasem o mnie? Nie bo przecież tylko ona ma problemy prawda? Więc jej powiedziałam żeby się od ciebie odpierdoliła.

-Kurwa nie wierze że jej to powiedziałaś.

-Czy ty w ogóle słyszałeś co do ciebie powiedziałam? Czy może słyszysz tylko to co mówię o tej suce?! -Nie mów tak o niej.

-No tak przepraszam bo jak można tak nazwać panne świętą.

-Perrie do kurwy czy ty nie możesz zrozumieć, że tylko ciebie kocham?

-Jakoś ciężko mi w to uwierzyć, kiedy gadasz tylko o niej. -Nie ufasz mi?

-Zayn oczywiście, że ufam, ale nie ufam jej i wiem, że będzie chciała mi cię zabrać.

-Nie prawda, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi, a teraz weź telefon i dzwoń do niej.

-Po co?

-Żeby się przeprosić i pogodzić.

-O nie nie nie mój drogi, ja pierwsza ręki nie wyciągnę szczególnie do niej.

-Perrie.

-Nie! Nienawidzę jej i się z nią nie pogodzę!-Nie to nie. Żegnam.

-Gdzie ty idziesz?

-No jak to gdzie. Do Ann, tu jej nie przeprosisz to ja to zrobię.

-Nigdzie nie pójdziesz, mieliśmy ten dzień spędzić razem.

-Ale wszystko spierdoliłaś. Cześć.

-Ale Zayn. - usłyszałem i zamknąłem drzwi. Wsiadłem do auta i z całej siły uderzyłem w kierownicę. Byłem wściekły nie cierpię się kłócić z Perrie, tym bardziej o takie głupoty. Przecież mnie i Annette nic nie łączy, więc nie wiem o co te pretensje. Podjechałem pod dom Ann, muszę się od niej więcej dowiedzieć. Zadzwoniłem do drzwi i otworzyła mi Kate.

-O cześć Zayn.

-Cześć ja do Annette. Jest?

-Tak jest u siebie, wchodź.

-Dzięki.

Poszedłem do jej pokoju i zapukałem .

-Proszę.

-Cześć.

-Zayn? Cześć, co tu ti robisz?

-No co już nie mogę odwiedzić swojej przyjaciółki?

-Pewnie, że możesz. Siadaj. - wskazała na łóżko.

-Więc przyszedłeś tak sobie czy z konkretnych powodów?

-Właściwie to przyszedłem cię przeprosić.

-Ale za co?

-Raczej za kogo. Perrie mi mówiła, że się spotkałyście.

-A o to chodzi, nie ma o czym mówić.

-No właśnie, że jest o czym. Ona coś sobie po prostu ubzdurała.

-Co ci powiedziała?

-Powiedziała, że kazała co się ode mnie odwalić.

-I tyle?

-No tak, a było coś jeszcze?

-Czyli najlepsze ominęła. - mruknęła Ann jakby bardziej do siebie.

-Co masz na myśli mówiąc najlepsze?

-No wiesz tak jakby rozwinęła się mała bójka.-Co? Biłyście się? Nie wierzę.

-A ja nie wierzę, że mogłeś się z nią związać.

-Nie mów tak, nie znasz jej. Jest naprawdę cudowna. Nie wiem dlaczego się nie lubicie.

-Ja za to wiem bardzo dobrze, po prostu ten typp tak ma.

-Eh mam nadzieję, że jednak nie będziecie sobie skakać do gardeł i przynajmniej zaczniecie się tolerować, bo na przyjaźń nie mam co liczyć prawda?-Raczej nie. Ale spróbuje jakoś ja tolerować, chociaż mam nadzieję, że nie będę jej widywać za często, a nawet wogóle.

-No dobrze. Ja już muszę iść. Zadzwonię do ciebie to się gdzieś umówimy.

-Spoko.

Zszedłem na dół i otworzyłem drzwi.

-No to cześć.

-Pa.




*Niall*

Stałem właśnie pod drzwiami domu Agathy. Miałem ją zabrać do moich rodziców na kolację. Już miałem dzwonić kiedy drzwi się otworzyły i tyłem stanął w nich Zayn. Nagle się obrócił i wpisał prosto na mnie.

-Oj przepraszam. Niall? A co ty tu robisz?

-Siema ja przyszedłem po Agathe. Idziemy do moich rodziców. A tu co tu robisz?

-Ja przyszedłem do Annette, ale już wychodzę. Cześć.

-Chodź Niall. - powiedziała Ann. - Gathi zaraz przyjdzie..

-Ok.

Jakieś 30 sekund później moja dziewczyna schodziła już po schodach.

-Cześć kochanie. - powiedziała i mnie pocałowała.

-Cześć. Możemy już iść?

-A może jednak nie pójdziemy, albo pójdziesz sam?

-Co? Ale dlaczego? Nie chcesz poznać moich rodziców ?

-Chcę oczywiście, że chce tylko się boję, że mnie nie polubią.

-Ej, no co ty. Jakby mogli cię nie polubić? Głupoty gadasz.Chodź.

Poszliśmy do mojego auta i otworzyłem Gathi drzwi, gdy wsiadła zamknąłem je za nią, a sam zająłem miejsce kierowcy. Moi rodzice mieszkali na obrzeżach londynu więc droga zajęła nam jakieś 30 minut. Przez ten czas Agatha jeszcze kilka razy pokazywała swój sprzeciw i kazała odwieść ją do domu, ale wreszcie dojechaliśmy na miejsce.

Wysiedliśmy z auta ipodeszliśmy do drzwi.

-Niall wiesz jeszcze masz czas żeby mnie odwieźć i wrócić tu samemu. Powiesz, że źle się czułam czy coś. - powiedziała Agatha.

-Nie ma mowy, wchodzimy i nie ma żadnego odworzenia.

Już miałem wejść, ale stwierdziłem, że lepiej będzie to wyglądać gdy zadzwonię więc tak zrobiłem. Otworzyła moja mama i od razu rzuciła mi się na szyję.

-Mój synuś w końcu postanowił nas odwiedzić.

-Mamo udusisz mnie.

-No już dobrze. A ty pewnie jesteś Agatha. - mama zwróciła się do mojej dziewczyny i uściskała ją tak samo mocno jak mnie. - a teraz wchodźcie. Przecież nie będziecie tak stać. Kolacja będzie gotowa za jakieś 15 minut.

-To ja może pokaże ci dom za ten czas. Ale najpierw chodź poznasz mojego tatę. - powiedziałem do Agathy, która swoją drogą już się trochę rozluźniła.

-No dobrze.

-Ojciec jest w jadalni.-

-Ok, chodź. - złapałem Gathi za rękę i pociągnąłem w stronę jadalni.

-Cześć tato.

-Dzień dobry. - powiedziała Agatha.

-Dzień dobry jestem ojciec Niall'a., a ty Agatha prawda?

-Tak. Miło mi pana poznać.

-Mi też miło cię poznać.

-To my idziemy na górę, pokażę Gathi dom.

Gdy szliśmy na górę Agatha oglądała wszystkie zdjęcia, a jest ich dużo, mama ma na tym punkcie fioła.

-Słodkie było z ciebie dziecko. - powiedziała gdy wchodziliśmy do mojego dawnego pokoju.

-A teraz już nie jestem słodki?

-No oczywiście, że jesteś. Nawet bardzo. - podeszła do mnie i zaczęliśmy się całować.

-Dobra koniec tego dobrego, idziemy na dół.

-Dobrze chodźmy.

Zeszliśmy do jadalni gdzie mama już przyniosła swoje popisowe danie czyli kurczaka zapiekanego w sosie własnym.

-Dobrze, że już jesteście, siadajcie.

-Po co tyle nakryć? Czekamy jeszcze na kogoś?

-A nie mówiłam? Zapomniałam widocznie. Przyjdzie jeszcze..

-Cześć wszystkim.

-... Greg

-Siema brat, a gdzie twoja żona?

-Nie mogła przyjść ma dzisiaj druga zmianę, jesteśmy tylko we dwóch. O przeprowadziłeś dziewczynę. Jestem Greg.

-Agatha.

-No siadaj już czekamy tylko na ciebie.

Mój brat usiadł przy stole, a Theo mojego bratanka posadził w krzesełku.

-Więc Agatha, jeszcze się uczysz prawda? - zapytała mama i zaczęło się przesłuchanie.

-Tak, ale narazie mam wakacje.

-A czym się interesujesz?

-Lubię tańczyć.

-To cudownie, a jaki styl?

-A to różnie towarzyski, ale także indywidualny. -

-No to pierwszy taniec na ślubie już będziesz umiała zatańczyć. Teraz tylko musisz nauczyć tego Niall'a bo on to ma do tego dwie lewe nogi.

-O boże mamo to wcale nie jest prawda, a poza tym to o czym tu mówisz. Jaki ślub?

-No wiesz synku kiedyś będziecie go musieli wziąć. Nikt w mojej rodzinie nie będzie żył na kocią łapę.

-Ale mi przecież jeszcze daleko do ożenku.

-No ja nie wiem, ale tylko mam nadzieję, że jeszcze przed ciążą. Nie żebym miała coś przeciwko jeszcze jednemu wnukowi, ale zawsze to lepiej gdy już macie ślub.

-Mamo skończ już. Na razie nie myślimy o żadnym ślubie, a szczególnie o dzieciach.

-Oj dobrze już się tak nie denerwuj ja tylko tak mówię, ale wracając do tańca to ja jeszcze pamiętam co było na ślubie Grega.

-O matko drogą, mamo proszę nie opowiadaj tego.

-Ależ Niall ja bardzo chętnie posłucham co się wtedy zdarzyło. Niech pani opowie. -powiedziała Agatha.

-Nawet tu przeciwko mnie?

-Oj już cicho Niall. No więc Niall poprosił pannę młodą do tańca bo w końcu to żona brata więc raczej wypada z nią zatańczyć. Miała ona piękną suknię i gdy tańczyli Niall zaplątał w nią nogi i runął na ziemię jak długi, a prosto na niego pana młoda.- mama skończyła o wszyscy zaczęli się śmiać razem z moja dziewczyną, a ta to chyba się śmiała najbardziej.

-No to chyba rzeczywiście muszę dać co kilka lekcji. - powiedziała gdy już się uspokoiła.

-Taa, super.

-Oj weź się nie obrażaj, to twoja mama, a one takie są. O mnie też na pewno się nasłuchasz.

Nie odzywałem się do czasu kiedy wszyscy skończyli jeść. Mama i Agatha zaczęły zbierać talerze, a ja z ojcem i Greg'iem przeszedłem do salonu. Później przyszły do nad mama i Agatha, która usiadła koło mnie.

-Dalej jesteś obrażony?

-Tak.

-Oj no już przecież nic takiego się nie stało. Chodź pobawimy się z Theo. Daj mi go Greg.

Agatha wzięła małego na ręce i zaczęła się z nim bawić.

-Chyba cię polubił. Będziesz cudowną mamą. Mój syn dobrze wybrał.

-Mamo nie zaczynaj znowu.

-Ja nie zaczynam, ja tylko stwierdzam fakt.

-No dobra, dobra.

Siedzieliśmy i rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas, przez który mamą zdążyła opowiedzieć wiele pogrążających mnie historii, ale wreszcie Agatha powiedziała, że musi wracać.

-No to my się już będziemy zbierać. - powiedziałem.

-Już? No dobrze. Odwiedźcie nas jeszcze kiedyś.

-Na pewno jeszcze przyjedziemy.

-Cieszę się, że mój syn ma taką dziewczynę jak ty - powiedziała mama przytulając Gathi, a zaraz za nią mnie.

-Pa mamo kocham Cię.

-Ja ciebie też synku, pa.

-Twoja rodzina jest świetna, nie potrzebnie się denerwowałam.- powiedziała Agatha gdy byliśmy już przy samochodzie.

-Oni też cię polubili.

Odwiozłem Gathi do domu, po drodze śmiała się jeszcze z głupich sytuacji w moim życiu, a później pojechałem do siebie.


_________________________________________________________________________________

Hej!
Jak podoba wam się rozdział? Komentujcie szczerze bo na waszej opini nam zależy :)
Rozdział 12 prawdopodobnie pojawi się szybciej bo zaczynamy ferie ! :)
Mogą pojawić się literówki bo nie jest sprawdzany za co przepraszamy xx


Jeśli przeczytałeś to prosimy o skomentowanie bo jest to naprawdę motywujące i wyraża szacunek do nas :)